...czyli czemu setki znajomych, smsów/postów/tweetów nie zastąpią rozmowy z przyjacielem.
niecodzienne spojrzenie, głębsze przemyślenie, faktów skojarzenie ze szczyptą humoru.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TED. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą TED. Pokaż wszystkie posty
środa, 4 kwietnia 2012
poniedziałek, 19 marca 2012
Wstyd i wrażliwość
Wstyd to strach przed odrzuceniem. Każdy go doświadcza, ale nikt nie chce o tym mówić, a im mniej o tym rozmawiasz, tym więcej go masz. Wstyd narasta w tajemnicy i ciszy, z osądzania, remedium na to jest empatia. U podnóża wstydu leżą wrażliwość i przekonanie że "nie jestem wystarczająco dobry". U kobiet wstyd wywołuje nie sprostanie wszystkim, często wykluczającym się, oczekiwaniom, u mężczyzn - bycie postrzeganym jako słaby. Nie należy mylić wstydu ze zdrowym poczuciem winy, przyznaniem się przed sobą do błędu.
Z kolei poczucie własnej wartości bierze się z miłości i poczucia przynależności, które wymagają wiary, że jesteśmy tego warci, rzec można błędne koło. Najłatwiej zaszczepić to dziecku, zamiast wmawiać mu że jest doskonałe, czemu później nie sprosta.
Pełne życie to pasja i odwaga do bycia niedoskonałym, współczucie dla siebie i innych, bycie sobą a nie tym kim powinienem być oraz akceptacja wrażliwości. Wrażliwość to emocjonalne ryzyko, narażenie się, niepewność. Mylona ze słabością jest tak naprawdę odwagą by jako pierwszy powiedzieć "Kocham Cię", nawet jeśli nie ma żadnych gwarancji. Wrażliwość jest niezbędna do szczęścia, wdzięczności, kreatywności.
Uśmierzamy wrażliwość różnymi półśrodkami, ale nie można wybiórczo wyłączać emocji, a jedynie stłumić całość życia uczuciowego, zostając w żałosnym poszukiwaniu sensu i stając się jeszcze bardziej wrażliwym na zranienie. Czynimy niepewne pewnym, udoskanalamy wszystko, udajemy że to co robimy nie ma wpływu na innych, ale to nie działa, nie tędy droga do duchowego przebudzenia.
Na podstawie:
http://www.ted.com/talks/brene_brown_on_vulnerability.html
http://www.ted.com/talks/brene_brown_listening_to_shame.html
Z kolei poczucie własnej wartości bierze się z miłości i poczucia przynależności, które wymagają wiary, że jesteśmy tego warci, rzec można błędne koło. Najłatwiej zaszczepić to dziecku, zamiast wmawiać mu że jest doskonałe, czemu później nie sprosta.
Pełne życie to pasja i odwaga do bycia niedoskonałym, współczucie dla siebie i innych, bycie sobą a nie tym kim powinienem być oraz akceptacja wrażliwości. Wrażliwość to emocjonalne ryzyko, narażenie się, niepewność. Mylona ze słabością jest tak naprawdę odwagą by jako pierwszy powiedzieć "Kocham Cię", nawet jeśli nie ma żadnych gwarancji. Wrażliwość jest niezbędna do szczęścia, wdzięczności, kreatywności.
Uśmierzamy wrażliwość różnymi półśrodkami, ale nie można wybiórczo wyłączać emocji, a jedynie stłumić całość życia uczuciowego, zostając w żałosnym poszukiwaniu sensu i stając się jeszcze bardziej wrażliwym na zranienie. Czynimy niepewne pewnym, udoskanalamy wszystko, udajemy że to co robimy nie ma wpływu na innych, ale to nie działa, nie tędy droga do duchowego przebudzenia.
Na podstawie:
http://www.ted.com/talks/brene_brown_on_vulnerability.html
http://www.ted.com/talks/brene_brown_listening_to_shame.html
czwartek, 8 grudnia 2011
czwartek, 21 lipca 2011
Kompleks Boga
...prawie każdy go ma - dobitniejsze określenie dla "Błądzą Wszyscy", z praktycznymi radami.
czwartek, 8 kwietnia 2010
Autorytety
Często w mediach słyszy się o kryzysie autorytetów, młodzież buntuje się przeciw nim, ale z drugiej strony poszukuje kogoś godnego naśladowania. Bardzo interesujące badania pokazują, że szacunek dla autorytetów jest bliski tylko połowie ludzi i nie da się tego w zasadzie zmienić.
Wiara ludzi w dany autorytet jest często dość naiwna, niejawnie zakładają oni, że wybitna osobowość z dziedziny nauki czy sztuki musi być również nieskazitelna moralnie. Innym efektem który obserwuję, jest wyrastanie z pewnych ideałów czy wręcz ich przerastanie w trakcie życiowej drogi. Osobiście rzadko stawiam kogoś na piedestał i z reguły tylko na pewien czas, przez który jest on w stanie rozwijać się szybciej ode mnie. Niezmienny podziw żywię tylko dla mądrości życiowej mych dziadków, ale zdecydowanie nie dla każdej starszej osoby.
Wiara ludzi w dany autorytet jest często dość naiwna, niejawnie zakładają oni, że wybitna osobowość z dziedziny nauki czy sztuki musi być również nieskazitelna moralnie. Innym efektem który obserwuję, jest wyrastanie z pewnych ideałów czy wręcz ich przerastanie w trakcie życiowej drogi. Osobiście rzadko stawiam kogoś na piedestał i z reguły tylko na pewien czas, przez który jest on w stanie rozwijać się szybciej ode mnie. Niezmienny podziw żywię tylko dla mądrości życiowej mych dziadków, ale zdecydowanie nie dla każdej starszej osoby.
poniedziałek, 15 marca 2010
Przeznaczenie
Przeznaczenie pod nazwami Fortuna (Tyche), Fatum, Ananke, Mojry (Parki, Norny), Dola (u Słowian), los, konieczność, kismet, karma towarzyszy ludzkości od wieków. Jaka jest geneza tego memu[1] i na czym polega fenomen jego niesłabnącej popularności? Czy wiara w przeznaczenie ma jakieś racjonalne przesłanki?
Pojęcie przeznaczenia
Deterministyczna koncepcja przybierała w różnych kulturach różne odcienie. Wyroki losu są nieuchronne, nieznane, często niespodziewane, ale czasem udaje się przepowiedzieć przyszłość i niekiedy można próbować ją przebłagać lub odczarować. Przeznaczenie dotyczy w zasadzie konkretnej osoby, ale czasem może być odziedziczone po rodzicach. Los może być dobry, zły lub w gruncie rzeczy obojętny. Przeznaczenie często jest wyrazem woli bóstw lub np. narzędziem w rękach śmierci z popularnej serii amerykańskich filmów. Postawy ludzkie wobec nieuchronnej konieczności obejmują przesiąkniętą fatalizmem obojętność jak i pełne zaufania poddanie się jego woli. Przeznaczenie doskonale koegzystuje w ludzkiej świadomości np. z wiarą w Boga i w wolną wolę, które je niejako wykluczają. Aczkolwiek niektóre odłamy chrześcijaństwa wyznają wiarę w predestynację, zwalniając tym samym swych wyznawców z troski o własne zbawienie lub potępienie, które zostały już wcześniej przesądzone i na które nie mają oni wpływu, pozostawiając wolnej woli jedynie wpływ na kolej ziemskich losów.
Fakt, że koncepcja przeznaczenia pod różnymi nazwami i w różnych kolorytach występuje niemal we wszystkich kulturach, sugeruje, że kształtowała się ona niezależnie. Tym samym jej źródła muszą tkwić w naturze ludzkiej, a nie być np. wymysłem jednego poety. Szeroka akceptacja pojęcia wskazuje na powszechność odczuć postrzeganych jako manifestacja przeznaczenia. Wielu czytelników z pewnością doświadczyło nieodpartego uczucia, że „coś” ma się zaraz wydarzyć albo, że jakaś dziwna „siła” popycha ich wbrew logice w pewnym kierunku lub też, że z pozoru niezwiązane wydarzenia układają się w celowym porządku czy chociażby, że przypadkowo spotkana osoba zadziwiająco do nas pasuje.
Podsumowując, cechą wspólną wszystkich wyobrażeń przeznaczenia jest ograniczanie ram wolnej woli jednostki ludzkiej i kierowanie jej przyszłości w ustalonym kierunku. Czy istnieje zatem coś, co pasowałoby do tej definicji i jednocześnie tłumaczyło towarzyszące przeznaczeniu przeczucia?
Zasadność determinizmu
Pierwszym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest chociażby teoretyczna zasadność determinizmu. Czy jest w ogóle sens w niego wierzyć w świetle obecnej wiedzy?
Odkrycia fizyki dwudziestego wieku pokazują, że świat w swej naturze nie jest deterministyczny. Na poziomie cząstek elementarnych nie jest teoretycznie możliwe równoczesne określenie położenia i prędkości obiektu a jedynie prawdopodobieństwo jego znalezienia się w określonym miejscu. Nie uda nam się nic ustalić nawet na podstawie późniejszych wydarzeń, co przecina tym samym nić deterministycznego rozumowania.
Jak więc to możliwe, że obserwowany przez nas świat jest tak przewidywalny i że w ogóle może istnieć, choć zbudowany jest z takiego materiału? Weźmy na przykład elektron, znajduje się on gdzieś na swojej orbicie, jednak prawdopodobieństwo jego obecności poza nią jest w zasadzie zerowe. Fakt, że jest on równocześnie cząsteczką i falą czyni go nieprzewidywalnym, ale z drugiej strony ogranicza jego obecność do miejsc zależnych od długości jego fali. Ten porządek jest wystarczający do łączenia się cząstek w większe obiekty i możliwy do ogarnięcia przez umysł ludzki, dzięki czemu istnieje cała współczesna technika. Obiekty ze świata naszej skali podlegają tym samym prawom, jednak ich wielkość redukuje szanse np. przejścia przez ścianę do zera. Tym samym, choć w swej naturze niedeterministyczny, świat nasz jest dość przewidywalny.
Pomimo znajomości praw fizyki przewidywanie przyszłości napotyka na przeszkody, z jednej strony techniczne jak mnogość danych, które trzeba brać pod uwagę, a z drugiej strony fundamentalne jak teoria chaosu. Początkowa drobna niedokładność w określeniu stanu układu może bardzo szybko oderwać dalsze obliczenia od rzeczywistości np. dla prognoz pogody.
Podsumowując, nauka nie wyklucza wiary w determinizm, trzeba jednak pamiętać, że nie można mówić o konieczności a jedynie o bardzo wysokim prawdopodobieństwie.
Twoje geny są twoim przeznaczeniem
Geny determinują bardzo dużo: płeć, wygląd, temperament, zdolności, dziedziczone choroby oraz długość życia. Określają naszą skłonność do otyłości, podatność na używki, poziom agresji, orientację seksualną, siłę libido, szukanie ekscytacji lub unikanie urazów, nieśmiałość lub towarzyskość[2], a nawet wyznawane wartości i poglądy polityczne[3], ale czy mają one bardziej bezpośredni wpływ na bieg naszej egzystencji i czy można przypisać im cechy przeznaczenia i towarzyszące mu odczucia?
Rozdzielone w dzieciństwie bliźnięta jednojajowe wybierają tę samą drogę kariery, w tym samym czasie się usamodzielniają, mają identyczne gusta, a nawet dziwne nawyki, zaś adoptowane dzieci wychowujące się w jednej rodzinie nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Człowiek nie rodzi się pustą tablicą, a geny mają znacznie większy wpływ niż wychowanie, wykształcenie czy pozycja społeczna. Donioślejszą rolę od późniejszych doświadczeń ma odpowiednie stężenie pewnych substancji chemicznych w mózgu i przebycie określonych chorób. Gorąco polecam niesamowity wykład Stevena Pinkera (dostępne polskie napisy), autora książki „The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature” („Tabula rasa. Spory o naturę ludzką.”). Wychowania nie należy jednak zaniedbywać, powinno ono nauczyć dziecko miłości i pracy, co ułatwi mu szczęśliwe przejście przez życie.
Nieodparte uczucie, że „coś” ma się zaraz wydarzyć to impuls od genów przygotowujący nas do zaprogramowanego działania. Oczekuje on tylko na mającą go wyzwolić okoliczność, przy czym konkretna osoba czy idea nie jest w tym momencie aż tak istotna, wystarczy by była ona odpowiednia w danej chwili. Przykładowo znalezienie partnera w momencie, gdy człowiek jest na to gotowy jest tylko kwestią czasu, a rzeczywiste wymagania to podobieństwo do siebie i swoich rodziców. Ilość istotnych wyborów w życiu jest tak naprawdę niewielka, a wysyłane sygnały bardzo wyraźne jak w przypadku usamodzielniającego się nastolatka czy pragnącej dziecka kobiety.
Dziwna „siła” popychająca nas wbrew logice w pewnym kierunku to temperament zmagający się z wyuczonymi zasadami. Charakter jest w stanie tylko do pewnego stopnia tłumić instynktowne pragnienia i zachowania. W pełni świadome kontrolowanie życia jest mrzonką, przez większość czasu musimy zdać się na instynkt, gdyż utonęlibyśmy w natłoku informacji i błahych decyzji. Zgłębiając tajniki psychologii możemy wytrenować włączanie się „alarmowych lampek” by np. nie dać się manipulować specjalistom od marketingu i bardziej świadomie podejmować decyzje, niemniej w sytuacji dużego stresu i ograniczonego czasu ciężko o racjonalne wybory. Problem jeszcze bardziej komplikują hormony i środki odurzające. Zastrzyk adrenaliny w sytuacji zagrożenia przyspiesza wewnętrzny zegar człowieka jak np. LSD, dając mu więcej czasu na instynktowne działanie, z kolei marihuana i alkohol spowalniają go, ograniczając tym samym zdolności umysłowe. O wpływie testosteronu i estrogenów można by pisać długo, trafnie chyba jednak sprawę ujmuje powiedzenie, że miłość jest nieczuła na mądrości. Ciężko mówić o racjonalności wyboru pomiędzy szarmanckim zawadiaką a ciepłym misiem, jeśli silnie zależy on od dnia cyklu menstruacyjnego kobiety. Czy w takiej sytuacji powinniśmy być odpowiedzialni za nasze czyny, zwłaszcza, że np. drobne oszustwa i zdrady są zakodowane genetycznie, nie wspominając nawet o możliwych poważniejszych zaburzeniach? Z pragmatycznego powodu odpowiedź brzmi tak, gdyż wprowadza to dodatkowy realny czynnik podczas wyboru. O ile wizja kary jest często niewystarczająca, to zachowanie własnego dobrego wizerunku powstrzymuje większość ludzi przed przestępstwem[4]. Złoczyńcy również dbają o swój wewnętrzny obraz traktując innych jak frajerów, a dzięki racjonalizacjom, przenoszeniu decyzji na inną płaszczyznę rozumowania i ślepemu poddaniu się autorytetom lub grupie można popełnić każdą niegodziwość włącznie z holocaustem[5]. Świat abstrakcyjnych idei z biegiem historii redukuje ilość przemocy[6], ale z drugiej strony może w skrajnych przypadkach doprowadzić do okrucieństwa niespotykanego w świecie zwierząt.
Układanie się pozornie niezwiązanych wydarzeń w celowym porządku obserwujemy dzięki działającemu asocjacyjnie mózgowi, wszędzie doszukującemu się analogii. Spostrzeżenia „po fakcie” wybiórczo filtrują wydarzenia i często mogą być nadinterpretacją, co w groteskowy sposób pokazuje np. Gombrowicz w Kosmosie. Znacznie ciekawsze jest takie stałe przeświadczenie, które też opiera się na przeszłości, ale wybiega przewidywaniami w przyszłość. Poczucie spotykającego nas ciągle szczęścia albo wyjątkowego pecha może mieć źródło w naszych cechach indywidualnych jak spostrzegawczość lub jej brak, szybkość lub powolność, dobra lub słaba koordynacja ruchowa, sami możemy też wysyłać podprogowe sygnały innym, wywołując ich bardziej lub mniej korzystne zachowania, np. naszym roztrzepaniem przyciągać złodzieja. Z drugiej strony takie przeczucie może być samospełniającą się przepowiednią, osoba nastawiona na sukces wszędzie doszukuje się okazji, etatowy przegrany tylko unika porażek, co czyni go mniej efektywnym.
Nasze geny w gruncie rzeczy zawierają opis budowy maszyny i działający na niej program. Dane dostarczane do programu nie są od niego całkowicie zależne, ale dzięki mobilności ma on na nie ogromny wpływ. Zadziwiające pasowanie do nas przypadkowej osoby, nie jest aż tak przypadkowe. Miejsce kontaktu często leży w kręgu zainteresowań obojga. Łącznikiem mogą być również wspólni znajomi, których najczęściej dobieramy na nasze podobieństwo pod pewnym względem. Szanse spotkania w gruncie rzeczy są dość duże, gdyż świat jest mały. Nasi znajomi mają swoich znajomych, którzy mają następnych i przez sześć kolejnych osób jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego człowieka na Ziemi. Łącząc punkty reprezentujące osoby liniami, reprezentującymi relacje między nimi, możemy utworzyć graf socjometryczny. Znajdą się na nim gwiazdy socjometryczne, czyli osoby, do których biegnie wiele linii, dzięki którym efekt sześciu osób jest możliwy. Z drugiej strony pytając w paczce znajomych, „z kim chciałbyś spędzić sam na sam cały dzień” i rysując graf na podstawie odpowiedzi, zobaczymy łańcuszki i cykle osób spotykających się razem, ale nieprzepadających za sobą każda z każdą, będą gwiazdy socjometryczne i osamotnione osoby lub pary, co bardziej odpowiada głębokości ludzkich relacji. Na zmniejszenie się świata wpłynęła też możliwość swobodnego i szybkiego przemieszczania się oraz globalny dostęp do informacji. Z kolei w dawnych czasach ludzie mieli ograniczoną wiedzę, co zawężało ich wyobrażenie o świecie, czyniąc go możliwym do ogarnięcia.
Podsumowując, eksperymenty z rozdzielonymi bliźniętami jednojajowymi pokazują, że geny w dużym stopniu determinują nasze zdawałoby się wolne wybory. Spotykające nas wydarzenia (o ile nie są tragiczne) i wyuczone zasady wprowadzają pewien element losowości, jednak koniec końców nie mają szans z wbudowanym programem, zapisaną w genach przepowiednią.
Konkluzje
Pojęcie przeznaczenia nadal będzie funkcjonować z uwagi na jego atrakcyjność, choć nie ma przeszkód by je nazywać po imieniu. Może ono stanowić dobrą racjonalizację niepowodzeń, pomagać w poszukiwaniach sensu istnienia i ma spory potencjał literacki i filmowy.
Geny skazują nas na stanie się własnymi rodzicami i podjęcie życia tam, gdzie oni się zatrzymają, niemniej główny ich cel, czyli reprodukcja z teoretycznego punktu widzenia traci powoli na znaczeniu. Wszyscy posiadamy niemal identyczne DNA, a o całej różnorodności decyduje ułamek procenta genów. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta, cofając się w czasie chociażby do czasów biblijnych, teoretyczna liczba niespokrewnionych ze sobą przodków jednej osoby, przekracza liczbę osób mieszkających kiedykolwiek na Ziemi. Mówiąc w skrócie, wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni odpowiednią ilość pokoleń wstecz i nie chodzi tu wcale o afrykańskie początki całego gatunku ludzkiego, zwłaszcza w przypadku osób mieszkających na tym samym obszarze geograficznym.
Jak wypełnić swe przeznaczenie i najlepiej rozwinąć swe predyspozycje? Po pierwsze słuchać wewnętrznego głosu i mniej zwerbalizowanych przeczuć. Pomagać szczęściu będąc otwartym na świat i mając kontakt z szeroką gamą ludzi i idei, mogących wyzwolić tkwiący w nas potencjał. Nie poddawać się budzącym sprzeciw zakazom, gdyż i tak poniosą one ostatecznie klęskę lub tylko nas unieszczęśliwią. Nie przejmować się losowymi zdarzeniami, gdyż nie mają one większego znaczenia, jak w starej chińskiej opowieści „może to i dobrze, może i niedobrze”.
Jestem w stanie uwierzyć w głęboką intuicję niektórych wróżek, dzięki której mogą one odgadnąć losy człowieka, zwłaszcza stojącego na rozdrożu i szukającego u nich inspiracji. W niedalekiej przyszłości obejdziemy się jednak bez magii, dzięki dostępowi do precyzyjnych informacji zapisanych w naszych genach. Zaraz po narodzeniu lub nawet w łonie matki będzie można określić talenty i ułomności człowieka dużo dokładniej niż przy pomocy obecnych badań medycznych i testów psychologicznych. Z jednej strony pozwoli to lepiej kierować rozwojem jednostki, dobrać odpowiednią profilaktykę medyczną a z czasem również podmienić niechciane geny. Z drugiej strony będzie to źródłem wielu dylematów etycznych, np. posiadając informację o dużej agresji i sporych szansach wkroczenia na drogę przestępstwa lub o nieuleczalnej chorobie przyszłego potomka czy zdecydujemy się na aborcję z przyczyn genetycznych zakładając, że modyfikacja genów nie będzie jeszcze dostępna. Dbając o zdrowie z pewnością dożyjemy tych ciekawych czasów. Postęp w dziedzinie genetyki jest niesamowity, a edukacja i badania w tym kierunku staną się niedługo równie ważne jak obecnie posługiwanie się komputerem[7]. Już dziś dzięki malutkiej płytce można rozpoznać każdego wirusa znanego ludzkości włącznie z nowymi mutacjami[8]. Trwają też badania nad realizacją największego marzenia każdej istoty ludzkiej, czyli nad nieśmiertelnością[9]. Trzymajmy kciuki!
Przypisy:
[1] Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej. Memy powielają się poprzez naśladownictwo, w procesie ich replikacji działa dobór naturalny. Podlegają również mutacji.
[2] D. Hamer, P. Copeland, Geny a charakter
[3] http://www.ted.com/index.php/talks/jonathan_haidt_on_the_moral_mind.html
[4] http://www.ted.com/talks/dan_ariely_on_our_buggy_moral_code.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/philip_zimbardo_on_the_psychology_of_evil.html
[6] http://www.ted.com/index.php/talks/steven_pinker_on_the_myth_of_violence.html
[7] http://www.ted.com/index.php/talks/juan_enriquez_on_genomics_and_our_future.html
[8] http://www.ted.com/talks/joe_derisi_hunts_the_next_killer_virus.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/aubrey_de_grey_says_we_can_avoid_aging.html
Pojęcie przeznaczenia
Deterministyczna koncepcja przybierała w różnych kulturach różne odcienie. Wyroki losu są nieuchronne, nieznane, często niespodziewane, ale czasem udaje się przepowiedzieć przyszłość i niekiedy można próbować ją przebłagać lub odczarować. Przeznaczenie dotyczy w zasadzie konkretnej osoby, ale czasem może być odziedziczone po rodzicach. Los może być dobry, zły lub w gruncie rzeczy obojętny. Przeznaczenie często jest wyrazem woli bóstw lub np. narzędziem w rękach śmierci z popularnej serii amerykańskich filmów. Postawy ludzkie wobec nieuchronnej konieczności obejmują przesiąkniętą fatalizmem obojętność jak i pełne zaufania poddanie się jego woli. Przeznaczenie doskonale koegzystuje w ludzkiej świadomości np. z wiarą w Boga i w wolną wolę, które je niejako wykluczają. Aczkolwiek niektóre odłamy chrześcijaństwa wyznają wiarę w predestynację, zwalniając tym samym swych wyznawców z troski o własne zbawienie lub potępienie, które zostały już wcześniej przesądzone i na które nie mają oni wpływu, pozostawiając wolnej woli jedynie wpływ na kolej ziemskich losów.
Fakt, że koncepcja przeznaczenia pod różnymi nazwami i w różnych kolorytach występuje niemal we wszystkich kulturach, sugeruje, że kształtowała się ona niezależnie. Tym samym jej źródła muszą tkwić w naturze ludzkiej, a nie być np. wymysłem jednego poety. Szeroka akceptacja pojęcia wskazuje na powszechność odczuć postrzeganych jako manifestacja przeznaczenia. Wielu czytelników z pewnością doświadczyło nieodpartego uczucia, że „coś” ma się zaraz wydarzyć albo, że jakaś dziwna „siła” popycha ich wbrew logice w pewnym kierunku lub też, że z pozoru niezwiązane wydarzenia układają się w celowym porządku czy chociażby, że przypadkowo spotkana osoba zadziwiająco do nas pasuje.
Podsumowując, cechą wspólną wszystkich wyobrażeń przeznaczenia jest ograniczanie ram wolnej woli jednostki ludzkiej i kierowanie jej przyszłości w ustalonym kierunku. Czy istnieje zatem coś, co pasowałoby do tej definicji i jednocześnie tłumaczyło towarzyszące przeznaczeniu przeczucia?
Zasadność determinizmu
Pierwszym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest chociażby teoretyczna zasadność determinizmu. Czy jest w ogóle sens w niego wierzyć w świetle obecnej wiedzy?
Odkrycia fizyki dwudziestego wieku pokazują, że świat w swej naturze nie jest deterministyczny. Na poziomie cząstek elementarnych nie jest teoretycznie możliwe równoczesne określenie położenia i prędkości obiektu a jedynie prawdopodobieństwo jego znalezienia się w określonym miejscu. Nie uda nam się nic ustalić nawet na podstawie późniejszych wydarzeń, co przecina tym samym nić deterministycznego rozumowania.
Jak więc to możliwe, że obserwowany przez nas świat jest tak przewidywalny i że w ogóle może istnieć, choć zbudowany jest z takiego materiału? Weźmy na przykład elektron, znajduje się on gdzieś na swojej orbicie, jednak prawdopodobieństwo jego obecności poza nią jest w zasadzie zerowe. Fakt, że jest on równocześnie cząsteczką i falą czyni go nieprzewidywalnym, ale z drugiej strony ogranicza jego obecność do miejsc zależnych od długości jego fali. Ten porządek jest wystarczający do łączenia się cząstek w większe obiekty i możliwy do ogarnięcia przez umysł ludzki, dzięki czemu istnieje cała współczesna technika. Obiekty ze świata naszej skali podlegają tym samym prawom, jednak ich wielkość redukuje szanse np. przejścia przez ścianę do zera. Tym samym, choć w swej naturze niedeterministyczny, świat nasz jest dość przewidywalny.
Pomimo znajomości praw fizyki przewidywanie przyszłości napotyka na przeszkody, z jednej strony techniczne jak mnogość danych, które trzeba brać pod uwagę, a z drugiej strony fundamentalne jak teoria chaosu. Początkowa drobna niedokładność w określeniu stanu układu może bardzo szybko oderwać dalsze obliczenia od rzeczywistości np. dla prognoz pogody.
Podsumowując, nauka nie wyklucza wiary w determinizm, trzeba jednak pamiętać, że nie można mówić o konieczności a jedynie o bardzo wysokim prawdopodobieństwie.
Twoje geny są twoim przeznaczeniem
Geny determinują bardzo dużo: płeć, wygląd, temperament, zdolności, dziedziczone choroby oraz długość życia. Określają naszą skłonność do otyłości, podatność na używki, poziom agresji, orientację seksualną, siłę libido, szukanie ekscytacji lub unikanie urazów, nieśmiałość lub towarzyskość[2], a nawet wyznawane wartości i poglądy polityczne[3], ale czy mają one bardziej bezpośredni wpływ na bieg naszej egzystencji i czy można przypisać im cechy przeznaczenia i towarzyszące mu odczucia?
Rozdzielone w dzieciństwie bliźnięta jednojajowe wybierają tę samą drogę kariery, w tym samym czasie się usamodzielniają, mają identyczne gusta, a nawet dziwne nawyki, zaś adoptowane dzieci wychowujące się w jednej rodzinie nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Człowiek nie rodzi się pustą tablicą, a geny mają znacznie większy wpływ niż wychowanie, wykształcenie czy pozycja społeczna. Donioślejszą rolę od późniejszych doświadczeń ma odpowiednie stężenie pewnych substancji chemicznych w mózgu i przebycie określonych chorób. Gorąco polecam niesamowity wykład Stevena Pinkera (dostępne polskie napisy), autora książki „The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature” („Tabula rasa. Spory o naturę ludzką.”). Wychowania nie należy jednak zaniedbywać, powinno ono nauczyć dziecko miłości i pracy, co ułatwi mu szczęśliwe przejście przez życie.
Nieodparte uczucie, że „coś” ma się zaraz wydarzyć to impuls od genów przygotowujący nas do zaprogramowanego działania. Oczekuje on tylko na mającą go wyzwolić okoliczność, przy czym konkretna osoba czy idea nie jest w tym momencie aż tak istotna, wystarczy by była ona odpowiednia w danej chwili. Przykładowo znalezienie partnera w momencie, gdy człowiek jest na to gotowy jest tylko kwestią czasu, a rzeczywiste wymagania to podobieństwo do siebie i swoich rodziców. Ilość istotnych wyborów w życiu jest tak naprawdę niewielka, a wysyłane sygnały bardzo wyraźne jak w przypadku usamodzielniającego się nastolatka czy pragnącej dziecka kobiety.
Dziwna „siła” popychająca nas wbrew logice w pewnym kierunku to temperament zmagający się z wyuczonymi zasadami. Charakter jest w stanie tylko do pewnego stopnia tłumić instynktowne pragnienia i zachowania. W pełni świadome kontrolowanie życia jest mrzonką, przez większość czasu musimy zdać się na instynkt, gdyż utonęlibyśmy w natłoku informacji i błahych decyzji. Zgłębiając tajniki psychologii możemy wytrenować włączanie się „alarmowych lampek” by np. nie dać się manipulować specjalistom od marketingu i bardziej świadomie podejmować decyzje, niemniej w sytuacji dużego stresu i ograniczonego czasu ciężko o racjonalne wybory. Problem jeszcze bardziej komplikują hormony i środki odurzające. Zastrzyk adrenaliny w sytuacji zagrożenia przyspiesza wewnętrzny zegar człowieka jak np. LSD, dając mu więcej czasu na instynktowne działanie, z kolei marihuana i alkohol spowalniają go, ograniczając tym samym zdolności umysłowe. O wpływie testosteronu i estrogenów można by pisać długo, trafnie chyba jednak sprawę ujmuje powiedzenie, że miłość jest nieczuła na mądrości. Ciężko mówić o racjonalności wyboru pomiędzy szarmanckim zawadiaką a ciepłym misiem, jeśli silnie zależy on od dnia cyklu menstruacyjnego kobiety. Czy w takiej sytuacji powinniśmy być odpowiedzialni za nasze czyny, zwłaszcza, że np. drobne oszustwa i zdrady są zakodowane genetycznie, nie wspominając nawet o możliwych poważniejszych zaburzeniach? Z pragmatycznego powodu odpowiedź brzmi tak, gdyż wprowadza to dodatkowy realny czynnik podczas wyboru. O ile wizja kary jest często niewystarczająca, to zachowanie własnego dobrego wizerunku powstrzymuje większość ludzi przed przestępstwem[4]. Złoczyńcy również dbają o swój wewnętrzny obraz traktując innych jak frajerów, a dzięki racjonalizacjom, przenoszeniu decyzji na inną płaszczyznę rozumowania i ślepemu poddaniu się autorytetom lub grupie można popełnić każdą niegodziwość włącznie z holocaustem[5]. Świat abstrakcyjnych idei z biegiem historii redukuje ilość przemocy[6], ale z drugiej strony może w skrajnych przypadkach doprowadzić do okrucieństwa niespotykanego w świecie zwierząt.
Układanie się pozornie niezwiązanych wydarzeń w celowym porządku obserwujemy dzięki działającemu asocjacyjnie mózgowi, wszędzie doszukującemu się analogii. Spostrzeżenia „po fakcie” wybiórczo filtrują wydarzenia i często mogą być nadinterpretacją, co w groteskowy sposób pokazuje np. Gombrowicz w Kosmosie. Znacznie ciekawsze jest takie stałe przeświadczenie, które też opiera się na przeszłości, ale wybiega przewidywaniami w przyszłość. Poczucie spotykającego nas ciągle szczęścia albo wyjątkowego pecha może mieć źródło w naszych cechach indywidualnych jak spostrzegawczość lub jej brak, szybkość lub powolność, dobra lub słaba koordynacja ruchowa, sami możemy też wysyłać podprogowe sygnały innym, wywołując ich bardziej lub mniej korzystne zachowania, np. naszym roztrzepaniem przyciągać złodzieja. Z drugiej strony takie przeczucie może być samospełniającą się przepowiednią, osoba nastawiona na sukces wszędzie doszukuje się okazji, etatowy przegrany tylko unika porażek, co czyni go mniej efektywnym.
Nasze geny w gruncie rzeczy zawierają opis budowy maszyny i działający na niej program. Dane dostarczane do programu nie są od niego całkowicie zależne, ale dzięki mobilności ma on na nie ogromny wpływ. Zadziwiające pasowanie do nas przypadkowej osoby, nie jest aż tak przypadkowe. Miejsce kontaktu często leży w kręgu zainteresowań obojga. Łącznikiem mogą być również wspólni znajomi, których najczęściej dobieramy na nasze podobieństwo pod pewnym względem. Szanse spotkania w gruncie rzeczy są dość duże, gdyż świat jest mały. Nasi znajomi mają swoich znajomych, którzy mają następnych i przez sześć kolejnych osób jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego człowieka na Ziemi. Łącząc punkty reprezentujące osoby liniami, reprezentującymi relacje między nimi, możemy utworzyć graf socjometryczny. Znajdą się na nim gwiazdy socjometryczne, czyli osoby, do których biegnie wiele linii, dzięki którym efekt sześciu osób jest możliwy. Z drugiej strony pytając w paczce znajomych, „z kim chciałbyś spędzić sam na sam cały dzień” i rysując graf na podstawie odpowiedzi, zobaczymy łańcuszki i cykle osób spotykających się razem, ale nieprzepadających za sobą każda z każdą, będą gwiazdy socjometryczne i osamotnione osoby lub pary, co bardziej odpowiada głębokości ludzkich relacji. Na zmniejszenie się świata wpłynęła też możliwość swobodnego i szybkiego przemieszczania się oraz globalny dostęp do informacji. Z kolei w dawnych czasach ludzie mieli ograniczoną wiedzę, co zawężało ich wyobrażenie o świecie, czyniąc go możliwym do ogarnięcia.
Podsumowując, eksperymenty z rozdzielonymi bliźniętami jednojajowymi pokazują, że geny w dużym stopniu determinują nasze zdawałoby się wolne wybory. Spotykające nas wydarzenia (o ile nie są tragiczne) i wyuczone zasady wprowadzają pewien element losowości, jednak koniec końców nie mają szans z wbudowanym programem, zapisaną w genach przepowiednią.
Konkluzje
Pojęcie przeznaczenia nadal będzie funkcjonować z uwagi na jego atrakcyjność, choć nie ma przeszkód by je nazywać po imieniu. Może ono stanowić dobrą racjonalizację niepowodzeń, pomagać w poszukiwaniach sensu istnienia i ma spory potencjał literacki i filmowy.
Geny skazują nas na stanie się własnymi rodzicami i podjęcie życia tam, gdzie oni się zatrzymają, niemniej główny ich cel, czyli reprodukcja z teoretycznego punktu widzenia traci powoli na znaczeniu. Wszyscy posiadamy niemal identyczne DNA, a o całej różnorodności decyduje ułamek procenta genów. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta, cofając się w czasie chociażby do czasów biblijnych, teoretyczna liczba niespokrewnionych ze sobą przodków jednej osoby, przekracza liczbę osób mieszkających kiedykolwiek na Ziemi. Mówiąc w skrócie, wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni odpowiednią ilość pokoleń wstecz i nie chodzi tu wcale o afrykańskie początki całego gatunku ludzkiego, zwłaszcza w przypadku osób mieszkających na tym samym obszarze geograficznym.
Jak wypełnić swe przeznaczenie i najlepiej rozwinąć swe predyspozycje? Po pierwsze słuchać wewnętrznego głosu i mniej zwerbalizowanych przeczuć. Pomagać szczęściu będąc otwartym na świat i mając kontakt z szeroką gamą ludzi i idei, mogących wyzwolić tkwiący w nas potencjał. Nie poddawać się budzącym sprzeciw zakazom, gdyż i tak poniosą one ostatecznie klęskę lub tylko nas unieszczęśliwią. Nie przejmować się losowymi zdarzeniami, gdyż nie mają one większego znaczenia, jak w starej chińskiej opowieści „może to i dobrze, może i niedobrze”.
Jestem w stanie uwierzyć w głęboką intuicję niektórych wróżek, dzięki której mogą one odgadnąć losy człowieka, zwłaszcza stojącego na rozdrożu i szukającego u nich inspiracji. W niedalekiej przyszłości obejdziemy się jednak bez magii, dzięki dostępowi do precyzyjnych informacji zapisanych w naszych genach. Zaraz po narodzeniu lub nawet w łonie matki będzie można określić talenty i ułomności człowieka dużo dokładniej niż przy pomocy obecnych badań medycznych i testów psychologicznych. Z jednej strony pozwoli to lepiej kierować rozwojem jednostki, dobrać odpowiednią profilaktykę medyczną a z czasem również podmienić niechciane geny. Z drugiej strony będzie to źródłem wielu dylematów etycznych, np. posiadając informację o dużej agresji i sporych szansach wkroczenia na drogę przestępstwa lub o nieuleczalnej chorobie przyszłego potomka czy zdecydujemy się na aborcję z przyczyn genetycznych zakładając, że modyfikacja genów nie będzie jeszcze dostępna. Dbając o zdrowie z pewnością dożyjemy tych ciekawych czasów. Postęp w dziedzinie genetyki jest niesamowity, a edukacja i badania w tym kierunku staną się niedługo równie ważne jak obecnie posługiwanie się komputerem[7]. Już dziś dzięki malutkiej płytce można rozpoznać każdego wirusa znanego ludzkości włącznie z nowymi mutacjami[8]. Trwają też badania nad realizacją największego marzenia każdej istoty ludzkiej, czyli nad nieśmiertelnością[9]. Trzymajmy kciuki!
Przypisy:
[1] Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej. Memy powielają się poprzez naśladownictwo, w procesie ich replikacji działa dobór naturalny. Podlegają również mutacji.
[2] D. Hamer, P. Copeland, Geny a charakter
[3] http://www.ted.com/index.php/talks/jonathan_haidt_on_the_moral_mind.html
[4] http://www.ted.com/talks/dan_ariely_on_our_buggy_moral_code.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/philip_zimbardo_on_the_psychology_of_evil.html
[6] http://www.ted.com/index.php/talks/steven_pinker_on_the_myth_of_violence.html
[7] http://www.ted.com/index.php/talks/juan_enriquez_on_genomics_and_our_future.html
[8] http://www.ted.com/talks/joe_derisi_hunts_the_next_killer_virus.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/aubrey_de_grey_says_we_can_avoid_aging.html
czwartek, 19 listopada 2009
Baw się!
Jako dorośli często zapominamy o dobroczynnym wpływie zabawy na rozwój mózgu, jako rodzice zbyt szybko chcemy urobić nasze dzieci w poważnych dorosłych.
piątek, 6 listopada 2009
Google Matrix nadchodzi
Dziś zainspirowały mnie dwa innowacyjne podejścia zmieniające sposób interakcji z otoczeniem i komunikacji z innymi ludźmi.
Urządzenie SixthSense zaciera barierę pomiędzy światem wirtualnym a realem:
Google Wave może po raz kolejny odmienić sposób patrzenia na komunikację w sieci:
Urządzenie SixthSense zaciera barierę pomiędzy światem wirtualnym a realem:
Google Wave może po raz kolejny odmienić sposób patrzenia na komunikację w sieci:
wtorek, 25 sierpnia 2009
Przestań myśleć!
...a będziesz szczęśliwszy i bardziej produktywny.
Do tak prostej reguły można sprowadzić buddyzm zen. Nie warto na początek czytać zbyt wielu opracowań na temat zen, trzeba po prostu spróbować. Mój pierwszy kontakt z buddyzmem miał formę książek, po przeczytaniu których wydawało mi się, że coś zrozumiałem, że oświecenie to taki stan magicznej euforii, a osiąga się je dzięki latom siedzenia i zadawania dziwnych pytań typu "Dlaczego jest mysz, kiedy się kręci?".
Prawdziwe zrozumienie przyniósł mi eksperyment, do którego wszystkich zachęcam - nie myśl przez 24 godziny! Moją inspiracją był wykład dotyczący zen wstawiony pod koniec artykułu, a krótką relację postaram się zawrzeć w dalszej części tekstu. Celowo nie będę używał wschodniej terminologii a więcej pojęć z psychologii, żeby podkreślić zgodność ze współczesną nauką.
Wykład obejrzałem na koniec dnia pracy i od razu rozpocząłem eksperyment. W trakcie drogi powrotnej samochodem do domu, z reguły miałem włączone radio i myślałem o tym, co będę robił po powrocie. Chciałem maksymalnie zagospodarować czas, tak by jak najmniej się dłużył. Wyłączając radio i skupiając się wyłącznie na jeździe i drodze, odkryłem że prowadzę lepiej i bezpieczniej, zauważam bardzo wiele interesujących detali, prowadzi mi się dużo przyjemniej i nie zauważam nawet upływu czasu. Prowadząc "na autopilocie" tak naprawdę późno reagowałem na zmieniającą się sytuację na drodze i wiele ciekawych rzeczy mi umykało. Powodem dłużenia się czasu przy starych nawykach było oczekiwanie na wykonanie rzeczy o których w danej chwili myślałem.
Po powrocie do domu na nowo odkryłem smak obiadu, skupiając się tylko na wykonywanej obecnie czynności. Zauważyłem jak bardzo rutynowo bawiłem się z dziećmi, mając umysł zaprzątnięty innymi myślami. Małe dzieci nie będąc jeszcze skażone myśleniem od razu zauważyły różnicę, a zabawa nigdy nie była tak przyjemna jak wtedy [1].
Opis wieczoru pozostawię dla siebie, mogę jedynie polecić próbę tylko w tej jednej dziedzinie, jeśli już nie zdecydujemy się na eksperyment całodobowy. Panie niemyślące o atrakcyjności swego wyglądu lub planach na kolejny dzień i panowie niezastanawiający się jak długo jeszcze czy też co przyniesie następny dzień w biurze, będą na nowo mogli poczuć uniesienia jak z początku znajomości.
Kolejnego dnia w drodze do pracy przydarzył mi się trwający półtora godziny korek - prawdziwe wyzwanie dla niemyślenia. Z początku obserwowałem ruch liści na wietrze, by później przyjrzeć się ludziom. Tylko dając sobie czas możemy poczuć empatię z innymi i prawdziwe współczucie dla ich kondycji [2]. Większość osób była podenerwowana, ale znalazła się też wesoła zakochana para, czy smutna i zmęczona pani - takie rzeczy umykają w biegu. Następnie skupiłem się na prawidłowym oddechu, czyli przeponą, przy zachowaniu prostej postawy ciała, koncentrujemy się na pełnym wydechu i uwolnieniu oddechu, który nastąpi już automatycznie.
Największą zagadką był dla mnie kolejny dzień w pracy. Przecież nie można wykonywać pracy umysłowej nie myśląc. Tu zaskoczenie było jeszcze większe - można i jest to o wiele przyjemniejsze i efektywniejsze. W psychologii określa się to terminem bycia "w strefie" [3,4], gdzie rzeczy wykonuje się automatycznie z wielką łatwością. W ten sposób działają wybitni sportowcy, ale również i naukowcy. Osobom które tego doświadczyły można opisać zen jako bycie "w strefie" przez cały dzień, niezależnie od tego co się robi. Taki stan otwarcia i odprężenia umysłu powoduje ciągłą ciekawość i przyspiesza przyswajanie wiedzy.
Ale przecież trzeba myśleć, analizować i podejmować decyzje, powiedzą co poniektórzy. Otóż wcale nie trzeba, nasz mózg i tak robi to podświadomie i możemy zdać się na intuicję. Niezależnie od tego czy będziemy o tym świadomie myśleć, gdy dojdzie do momentu wykonania czynności, będziemy już mieli w głowie wszystko poukładane, trzeba tylko zaufać sobie. Nie rozmyślając o rzeczach przyszłych popełniamy mniej błędów wykonując bieżące i nie zapominamy o innych ważnych. Nasze postępowanie staje się zgodne z naszym prawdziwym ja i odczuwamy ogromną ulgę, znikają koszmary senne, tiki nerwowe czy inne psychopatologie życia codziennego. Trochę na podobieństwo filmu "Yes Man (Jestem na tak)" jesteśmy wolni i nie żałujemy niczego, a wszystko zaczyna się magicznie układać, ale nie musimy bezkrytycznie się na wszystko zgadzać żeby przełamać dotychczasowe schematy, możemy od razu przejść do bycia sobą, do czego główny bohater doszedł na końcu.
Niemyślenie pomaga również w kontaktach z innymi: zauważamy znajomych na ulicy, nie obawiamy się rozpocząć rozmowy ani tego jak zostaniemy odebrani. Zaczynamy naprawdę słuchać ludzi [5] i odbieramy więcej sygnałów pozawerbalnych, przez co lepiej ich rozumiemy a nasze relacje stają się głębsze.
Myślenie czasami jest jednak potrzebne, niemniej jest to naprawdę rzadka sytuacja i należy wtedy być skupionym wyłącznie na myśleniu nad tą jedną rzeczą. Dużo trudniej jest jednak nie myśleć, trzeba w tym celu nie podejmować pojawiających się myśli, co doprowadza do ciągów myślowych. Nie można zbyt obsesyjnie myśleć o niemyśleniu, gdyż daje to efekt zupełnie odwrotny, po prostu pozwólmy myślom odejść...
Opisane w artykule doświadczenie to "małe oświecenie" pozwalające żyć w pełni i cieszyć się każdą chwilą, małymi rzeczami. Długie praktyki medytacyjne pozwalają mnichom z klasztoru Shaolin stanąć na jednym palcu ręki lub igłą przebić szybę [6,7], jest to również droga do osiągnięcia nirwany. Niestety nie potrafię opisać tych doświadczeń, dlatego oddam głos pani psycholog, która miała taką okazję dzięki wylewowi (dostępne polskie napisy):
Zen jest drogą wyzwolenia dla ludzi, którzy przyswoili sobie dyscyplinę narzuconą przez konwencje społeczne, będące sposobem kształtowania jednostki przez grupę. Zen jest lekarstwem na niekorzystne skutki takiego kształtowania, na umysłowy paraliż i niepokój, które rodzą się z nadmiernie wyostrzonej świadomości samego siebie. Doświadczenia tysięcy lat buddyjskich studiów nad ludzkim umysłem mogą być doskonałym remedium na obecne tempo życia, na zalew informacji i sprzecznych wartości.
Zen zwalnia nas z dokonywania wyborów, które tak naprawdę przeszkadzają nam w szczęściu. Mnogość opcji teoretycznie pozwala nam dokonać idealnego wyboru [8], ale z drugiej strony winduje nasze wymagania i pozostawia niedosyt oraz wątpliwości [9]. Na domiar złego bardzo słabo oceniamy szansę na powodzenie naszych decyzji i kiepsko szacujemy wartość tych wyborów [10], natomiast zbytnio przeceniamy różnicę pomiędzy alternatywami [11]. Zwycięzca loterii i ofiara wypadku po trzech miesiącach będą równie szczęśliwi, gdyż krótkotrwałe przyjemności szybko spowszednieją a człowiek wyposażony został w psychologiczny system obronny, pozwalający pogodzić się nam z nieodwracalnymi zdarzeniami i zachować integralność psychiki. Zen uwalnia nas z huśtawki nastrojów powodowanej zewnętrznymi warunkami, gdyż są one mniejsze od wewnętrznego poziomu szczęśliwości, często porównywanego do oceanu z falami [12].
W zen nie ma jakiejś szczególnej doktryny czy filozofii, żadnych formalnych wyznań wiary lub dogmatów, dzięki czemu nie kłóci się on z innymi religiami czy światopoglądami jak ateizm i każdy może tego spokojnie spróbować. Nie myśląc nie zadajemy egzystencjalnych pytań o istnienie Boga, o śmierć, o sens. Największą wartością jest harmonia z naturą, z ludźmi i z samym sobą, postrzeganymi jako jedność.
Jesień w Warszawie - Jarosław Iwaszkiewicz
W alejach białe obserwując pieski,
Oglądam spadające chrupliwe kasztany,
Którymi się zachwycał gdzieś tam Miłaszewski.
Gdybyż park na błękitno był pomalowany!
Ultramaryny dreszcze na szarym asfalcie!
Szaro się podesłała pod stopy ulica.
Ćmy złotych liści, tylko się nie spalcie:
Stolica!
Mgliste aleje i miękkie futerka,
Niskie obłoki, smak węgierki chłodnej.
Chodniki: dziwna dymów, serc rozterka.
O jakiż jestem głodny!
Pomiędzy już nadpsute zabłąkane dalie
Rzymianka-warszawianka, jak z chaty Ewandra,
Syn żołnierza wita, przeginając talię
Na posiniałym placu szaro - Aleksandra.
Za chwilę znowu jesień i Nowy Świat w mgłach,
Wąska, wąska, tasiemna ulica.
Kameralne koncerta grywać będzie Bach.
Stolica - ha, stolica.
Gdzież tu zasadzić wszystkie swoje kwiaty
Między Ziemiańską, Kruczą a belferką,
Zaczarowane uciekając lato
Zaklęło w przedmiot marzeń przelotną kasjerkę.
Cóżem Ci, o Warszawo, ty Wiedeński Dworcze,
Uczynił szarobury, żeś wskazał godzinę,
Gdy wszystkie moje myśli bujne i dozorcze
Spłynęły i samotną odkryły głębinę.
"Maj" się mój gdzieś w Kijowie między Oktostychy
Płonący wydał - zasię śmieszył w Picadorze.
Nowogrodzkiej ulicy rów sinawo-cichy
Czasami tylko w głębi daje żółte zorze.
Rozstąpcie się, o domy, rozjedźcie, tramwaje,
Przez trzeciomostu wiadukt przejrzysty i miodny.
Zejdź mi z oczu, widoku siwy i łagodny.
Dążącemu przez dziwnie pojmowane kraje.
Cóż wy mi poradzicie, na pomnikach wieszcze?
O dziewczynki, marzące o srebrnej epolet!
Za mną wrota, przede mną nieskończone wrota
Otworzą się na błękit, na siność, na fiolet!!...
Niech się raz przecie śmiga z pajęczyn odmota,
Niech palmy złotowonne, niech obudzi strusie,
Różowy żagiel wznieci na morza obrusie,
Precz mi wszystko, co męstwo tamuje i gnębi!
Precz, przyjaźni: ja w krwi chcę przepaścistą głąb
Izochimenów zamknąć tęczowe widoki!
O morza, morza, morza ziąb -
I czarna piano gorącej posoki!
Referencje:
[1] http://www.ted.com/index.php/talks/carl_honore_praises_slowness.html
[2] http://www.ted.com/index.php/talks/daniel_goleman_on_compassion.html
[3] http://www.ted.com/index.php/talk/martin_seligman_on_the_state_of_psychology.html
[4] http://www.ted.com/index.php/talks/mihaly_csikszentmihalyi_on_flow.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/john_francis_walks_the_earth.html
[6] http://www.youtube.com/watch?v=J6Z-ekyyK8o
[7] http://www.youtube.com/watch?v=U3ubr1Z372Y
[8] http://www.ted.com/index.php/talks/malcolm_gladwell_on_spaghetti_sauce.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice.html
[10] http://www.ted.com/index.php/talks/dan_gilbert_researches_happiness.html
[11] http://www.ted.com/index.php/talks/dan_gilbert_asks_why_are_we_happy.html
[12] http://www.ted.com/index.php/talks/matthieu_ricard_on_the_habits_of_happiness.html
Do tak prostej reguły można sprowadzić buddyzm zen. Nie warto na początek czytać zbyt wielu opracowań na temat zen, trzeba po prostu spróbować. Mój pierwszy kontakt z buddyzmem miał formę książek, po przeczytaniu których wydawało mi się, że coś zrozumiałem, że oświecenie to taki stan magicznej euforii, a osiąga się je dzięki latom siedzenia i zadawania dziwnych pytań typu "Dlaczego jest mysz, kiedy się kręci?".
Prawdziwe zrozumienie przyniósł mi eksperyment, do którego wszystkich zachęcam - nie myśl przez 24 godziny! Moją inspiracją był wykład dotyczący zen wstawiony pod koniec artykułu, a krótką relację postaram się zawrzeć w dalszej części tekstu. Celowo nie będę używał wschodniej terminologii a więcej pojęć z psychologii, żeby podkreślić zgodność ze współczesną nauką.
Wykład obejrzałem na koniec dnia pracy i od razu rozpocząłem eksperyment. W trakcie drogi powrotnej samochodem do domu, z reguły miałem włączone radio i myślałem o tym, co będę robił po powrocie. Chciałem maksymalnie zagospodarować czas, tak by jak najmniej się dłużył. Wyłączając radio i skupiając się wyłącznie na jeździe i drodze, odkryłem że prowadzę lepiej i bezpieczniej, zauważam bardzo wiele interesujących detali, prowadzi mi się dużo przyjemniej i nie zauważam nawet upływu czasu. Prowadząc "na autopilocie" tak naprawdę późno reagowałem na zmieniającą się sytuację na drodze i wiele ciekawych rzeczy mi umykało. Powodem dłużenia się czasu przy starych nawykach było oczekiwanie na wykonanie rzeczy o których w danej chwili myślałem.
Po powrocie do domu na nowo odkryłem smak obiadu, skupiając się tylko na wykonywanej obecnie czynności. Zauważyłem jak bardzo rutynowo bawiłem się z dziećmi, mając umysł zaprzątnięty innymi myślami. Małe dzieci nie będąc jeszcze skażone myśleniem od razu zauważyły różnicę, a zabawa nigdy nie była tak przyjemna jak wtedy [1].
Opis wieczoru pozostawię dla siebie, mogę jedynie polecić próbę tylko w tej jednej dziedzinie, jeśli już nie zdecydujemy się na eksperyment całodobowy. Panie niemyślące o atrakcyjności swego wyglądu lub planach na kolejny dzień i panowie niezastanawiający się jak długo jeszcze czy też co przyniesie następny dzień w biurze, będą na nowo mogli poczuć uniesienia jak z początku znajomości.
Kolejnego dnia w drodze do pracy przydarzył mi się trwający półtora godziny korek - prawdziwe wyzwanie dla niemyślenia. Z początku obserwowałem ruch liści na wietrze, by później przyjrzeć się ludziom. Tylko dając sobie czas możemy poczuć empatię z innymi i prawdziwe współczucie dla ich kondycji [2]. Większość osób była podenerwowana, ale znalazła się też wesoła zakochana para, czy smutna i zmęczona pani - takie rzeczy umykają w biegu. Następnie skupiłem się na prawidłowym oddechu, czyli przeponą, przy zachowaniu prostej postawy ciała, koncentrujemy się na pełnym wydechu i uwolnieniu oddechu, który nastąpi już automatycznie.
Największą zagadką był dla mnie kolejny dzień w pracy. Przecież nie można wykonywać pracy umysłowej nie myśląc. Tu zaskoczenie było jeszcze większe - można i jest to o wiele przyjemniejsze i efektywniejsze. W psychologii określa się to terminem bycia "w strefie" [3,4], gdzie rzeczy wykonuje się automatycznie z wielką łatwością. W ten sposób działają wybitni sportowcy, ale również i naukowcy. Osobom które tego doświadczyły można opisać zen jako bycie "w strefie" przez cały dzień, niezależnie od tego co się robi. Taki stan otwarcia i odprężenia umysłu powoduje ciągłą ciekawość i przyspiesza przyswajanie wiedzy.
Ale przecież trzeba myśleć, analizować i podejmować decyzje, powiedzą co poniektórzy. Otóż wcale nie trzeba, nasz mózg i tak robi to podświadomie i możemy zdać się na intuicję. Niezależnie od tego czy będziemy o tym świadomie myśleć, gdy dojdzie do momentu wykonania czynności, będziemy już mieli w głowie wszystko poukładane, trzeba tylko zaufać sobie. Nie rozmyślając o rzeczach przyszłych popełniamy mniej błędów wykonując bieżące i nie zapominamy o innych ważnych. Nasze postępowanie staje się zgodne z naszym prawdziwym ja i odczuwamy ogromną ulgę, znikają koszmary senne, tiki nerwowe czy inne psychopatologie życia codziennego. Trochę na podobieństwo filmu "Yes Man (Jestem na tak)" jesteśmy wolni i nie żałujemy niczego, a wszystko zaczyna się magicznie układać, ale nie musimy bezkrytycznie się na wszystko zgadzać żeby przełamać dotychczasowe schematy, możemy od razu przejść do bycia sobą, do czego główny bohater doszedł na końcu.
Niemyślenie pomaga również w kontaktach z innymi: zauważamy znajomych na ulicy, nie obawiamy się rozpocząć rozmowy ani tego jak zostaniemy odebrani. Zaczynamy naprawdę słuchać ludzi [5] i odbieramy więcej sygnałów pozawerbalnych, przez co lepiej ich rozumiemy a nasze relacje stają się głębsze.
Myślenie czasami jest jednak potrzebne, niemniej jest to naprawdę rzadka sytuacja i należy wtedy być skupionym wyłącznie na myśleniu nad tą jedną rzeczą. Dużo trudniej jest jednak nie myśleć, trzeba w tym celu nie podejmować pojawiających się myśli, co doprowadza do ciągów myślowych. Nie można zbyt obsesyjnie myśleć o niemyśleniu, gdyż daje to efekt zupełnie odwrotny, po prostu pozwólmy myślom odejść...
Opisane w artykule doświadczenie to "małe oświecenie" pozwalające żyć w pełni i cieszyć się każdą chwilą, małymi rzeczami. Długie praktyki medytacyjne pozwalają mnichom z klasztoru Shaolin stanąć na jednym palcu ręki lub igłą przebić szybę [6,7], jest to również droga do osiągnięcia nirwany. Niestety nie potrafię opisać tych doświadczeń, dlatego oddam głos pani psycholog, która miała taką okazję dzięki wylewowi (dostępne polskie napisy):
Zen jest drogą wyzwolenia dla ludzi, którzy przyswoili sobie dyscyplinę narzuconą przez konwencje społeczne, będące sposobem kształtowania jednostki przez grupę. Zen jest lekarstwem na niekorzystne skutki takiego kształtowania, na umysłowy paraliż i niepokój, które rodzą się z nadmiernie wyostrzonej świadomości samego siebie. Doświadczenia tysięcy lat buddyjskich studiów nad ludzkim umysłem mogą być doskonałym remedium na obecne tempo życia, na zalew informacji i sprzecznych wartości.
Zen zwalnia nas z dokonywania wyborów, które tak naprawdę przeszkadzają nam w szczęściu. Mnogość opcji teoretycznie pozwala nam dokonać idealnego wyboru [8], ale z drugiej strony winduje nasze wymagania i pozostawia niedosyt oraz wątpliwości [9]. Na domiar złego bardzo słabo oceniamy szansę na powodzenie naszych decyzji i kiepsko szacujemy wartość tych wyborów [10], natomiast zbytnio przeceniamy różnicę pomiędzy alternatywami [11]. Zwycięzca loterii i ofiara wypadku po trzech miesiącach będą równie szczęśliwi, gdyż krótkotrwałe przyjemności szybko spowszednieją a człowiek wyposażony został w psychologiczny system obronny, pozwalający pogodzić się nam z nieodwracalnymi zdarzeniami i zachować integralność psychiki. Zen uwalnia nas z huśtawki nastrojów powodowanej zewnętrznymi warunkami, gdyż są one mniejsze od wewnętrznego poziomu szczęśliwości, często porównywanego do oceanu z falami [12].
W zen nie ma jakiejś szczególnej doktryny czy filozofii, żadnych formalnych wyznań wiary lub dogmatów, dzięki czemu nie kłóci się on z innymi religiami czy światopoglądami jak ateizm i każdy może tego spokojnie spróbować. Nie myśląc nie zadajemy egzystencjalnych pytań o istnienie Boga, o śmierć, o sens. Największą wartością jest harmonia z naturą, z ludźmi i z samym sobą, postrzeganymi jako jedność.
Jesień w Warszawie - Jarosław Iwaszkiewicz
W alejach białe obserwując pieski,
Oglądam spadające chrupliwe kasztany,
Którymi się zachwycał gdzieś tam Miłaszewski.
Gdybyż park na błękitno był pomalowany!
Ultramaryny dreszcze na szarym asfalcie!
Szaro się podesłała pod stopy ulica.
Ćmy złotych liści, tylko się nie spalcie:
Stolica!
Mgliste aleje i miękkie futerka,
Niskie obłoki, smak węgierki chłodnej.
Chodniki: dziwna dymów, serc rozterka.
O jakiż jestem głodny!
Pomiędzy już nadpsute zabłąkane dalie
Rzymianka-warszawianka, jak z chaty Ewandra,
Syn żołnierza wita, przeginając talię
Na posiniałym placu szaro - Aleksandra.
Za chwilę znowu jesień i Nowy Świat w mgłach,
Wąska, wąska, tasiemna ulica.
Kameralne koncerta grywać będzie Bach.
Stolica - ha, stolica.
Gdzież tu zasadzić wszystkie swoje kwiaty
Między Ziemiańską, Kruczą a belferką,
Zaczarowane uciekając lato
Zaklęło w przedmiot marzeń przelotną kasjerkę.
Cóżem Ci, o Warszawo, ty Wiedeński Dworcze,
Uczynił szarobury, żeś wskazał godzinę,
Gdy wszystkie moje myśli bujne i dozorcze
Spłynęły i samotną odkryły głębinę.
"Maj" się mój gdzieś w Kijowie między Oktostychy
Płonący wydał - zasię śmieszył w Picadorze.
Nowogrodzkiej ulicy rów sinawo-cichy
Czasami tylko w głębi daje żółte zorze.
Rozstąpcie się, o domy, rozjedźcie, tramwaje,
Przez trzeciomostu wiadukt przejrzysty i miodny.
Zejdź mi z oczu, widoku siwy i łagodny.
Dążącemu przez dziwnie pojmowane kraje.
Cóż wy mi poradzicie, na pomnikach wieszcze?
O dziewczynki, marzące o srebrnej epolet!
Za mną wrota, przede mną nieskończone wrota
Otworzą się na błękit, na siność, na fiolet!!...
Niech się raz przecie śmiga z pajęczyn odmota,
Niech palmy złotowonne, niech obudzi strusie,
Różowy żagiel wznieci na morza obrusie,
Precz mi wszystko, co męstwo tamuje i gnębi!
Precz, przyjaźni: ja w krwi chcę przepaścistą głąb
Izochimenów zamknąć tęczowe widoki!
O morza, morza, morza ziąb -
I czarna piano gorącej posoki!
Referencje:
[1] http://www.ted.com/index.php/talks/carl_honore_praises_slowness.html
[2] http://www.ted.com/index.php/talks/daniel_goleman_on_compassion.html
[3] http://www.ted.com/index.php/talk/martin_seligman_on_the_state_of_psychology.html
[4] http://www.ted.com/index.php/talks/mihaly_csikszentmihalyi_on_flow.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/john_francis_walks_the_earth.html
[6] http://www.youtube.com/watch?v=J6Z-ekyyK8o
[7] http://www.youtube.com/watch?v=U3ubr1Z372Y
[8] http://www.ted.com/index.php/talks/malcolm_gladwell_on_spaghetti_sauce.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/barry_schwartz_on_the_paradox_of_choice.html
[10] http://www.ted.com/index.php/talks/dan_gilbert_researches_happiness.html
[11] http://www.ted.com/index.php/talks/dan_gilbert_asks_why_are_we_happy.html
[12] http://www.ted.com/index.php/talks/matthieu_ricard_on_the_habits_of_happiness.html
wtorek, 17 marca 2009
Obraz świata
Kiedyś pisałem o tym, jak różne mapy mogą wykrzywić lub lepiej pokazać, jaki tak naprawdę jest świat. Poniższa mapa obrazuje, w jaki sposób przedstawiają nasz glob amerykańskie media.

W Polsce raczej nie jest dużo lepiej, a dlaczego tak jest?
W Polsce raczej nie jest dużo lepiej, a dlaczego tak jest?
Gry komputerowe
Media alarmują, że nastolatki grające w brutalne gry komputerowe mogą przenieść zachowania z nich do świata rzeczywistego - nic bardziej błędnego. Głównymi odbiorcami gier są ludzie około trzydziestki, tak samo często kobiety jak i mężczyźni (coś w tym jest, po wielu latach niegrania kupiłem Wiedźmina ;) ), zaś zawartość dla dorosłych jest tylko w kilkunastu procentach gier. Dzięki postępowi technicznemu realizm świata gier jeszcze za naszego życia dorówna rzeczywistości - Matrix nadchodzi!, a prawdziwym problemem będzie atrakcyjność świata gier w porównaniu do szarej rzeczywistości. Już dziś twórcy gier na swych konferencjach dyskutują o tym, jak wywołać u gracza określone emocje, a nie o nowinkach technicznych.
poniedziałek, 16 marca 2009
Czy wychowywanie dzieci ma sens?
Pewne badania stawiają pod znakiem zapytania tą oczywistość. Rozdzielone w dzieciństwie bliźnięta jednojajowe wybierają tą samą drogę kariery, w tym samym czasie się usamodzielniają, mają identyczne gusta, a nawet dziwne nawyki, zaś adoptowane dzieci wychowujące się w jednej rodzinie nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Człowiek nie rodzi się pustą tablicą, a geny mają znacznie większy wpływ niż wychowanie. Niesamowity wykład Stevena Pinkera:
Dlaczego powinniśmy pozwalać dzieciom bawić się ogniem, nożem, rzucać przedmiotami, rozbierać urządzenia, łamać prawa autorskie, czy jeździć samochodem?
A może po prostu powinniśmy im tylko nie przeszkadzać, w grupie rówieśników same szybko nauczą się obsługi komputera, angielskiego i wszystkiego, co jest im w życiu potrzebne.
Dlaczego powinniśmy pozwalać dzieciom bawić się ogniem, nożem, rzucać przedmiotami, rozbierać urządzenia, łamać prawa autorskie, czy jeździć samochodem?
A może po prostu powinniśmy im tylko nie przeszkadzać, w grupie rówieśników same szybko nauczą się obsługi komputera, angielskiego i wszystkiego, co jest im w życiu potrzebne.
niedziela, 8 marca 2009
Ocalić od zapomnienia
Na Ziemi jest w tej chwili 6 tysięcy języków, z czego 3 tysiące nie jest używane przez dzieci. Co 2 tygodnie umiera starzec, będący ostatnią osobą mówiącą w danym języku i znającym kulturę tych ludzi.
Jakiś czas temu postanowiłem zamienić na postać cyfrową nagrania ze starych taśm mojej babci. Słuchając bliskich jej sercu polskich i ukraińskich piosenek, mogłem ją trochę lepiej poznać i zrozumieć. Piosenki opowiadały o młodości, o miłości do ukochanej, do matki, do ojczyzny, o dawnych wojnach, o wierze, o ciężkiej pracy i o zabawie.
Historia naprawdę potrafi być ciekawa i pasjonująca, musi tylko zostać dobrze opowiedziana.
Jakiś czas temu postanowiłem zamienić na postać cyfrową nagrania ze starych taśm mojej babci. Słuchając bliskich jej sercu polskich i ukraińskich piosenek, mogłem ją trochę lepiej poznać i zrozumieć. Piosenki opowiadały o młodości, o miłości do ukochanej, do matki, do ojczyzny, o dawnych wojnach, o wierze, o ciężkiej pracy i o zabawie.
Historia naprawdę potrafi być ciekawa i pasjonująca, musi tylko zostać dobrze opowiedziana.
czwartek, 5 marca 2009
TED - idee warte szerzenia
Zapoczątkowany jako mała konferencja w Kalifornii, rozrósł się do globalnej społeczności liczącej miliony ludzi. Łączy ich chęć wymiany i szerzenia wartościowych idei. Odbywające się co roku konferencje to spotkania największych na świecie myślicieli i praktyków, którzy w ciągu 18 minut chcą przedstawić prezentację swego życia. Skrót TED rozwija się do Technologia, Rozrywka, Projektowanie, choć poszerzona formuła mieści również Naukę, Biznes, Sztukę i Problemy świata. Co roku trzy osoby wyróżniane są wyjątkową nagrodą, na którą składa się 100,000$ i możliwość wygłoszenia życzenia, które ma zmienić świat. Społeczność TED stara się pomóc w realizacji tych przedsięwzięć. Najlepsze prezentacje dostępne są za darmo w sieci pod adresem www.ted.com. Jeśli chcesz posłuchać co ma do powiedzenia Bono, Stephen Hawking, Bill Clinton, Peter Gabriel, Richard Dawkins, Al Gore i inne umysły naszej epoki, nie ma na co czekać.
Subskrybuj:
Posty (Atom)