Jeśli dobrze zastanowić się nad prawami fizyki, to wydają się one ułatwiać i w ogóle umożliwiać takie zadanie.
Zgodnie ze szczególną teorią względności, nic nie może poruszać się szybciej niż prędkość światła. Nawet jeśli dwie rakiety wyruszyły z punktu A w przeciwnych kierunkach z prędkością światła, to w ich lokalnych układach odniesienia druga rakieta porusza się tylko z prędkością światła! Fakt, ten powoduje, że istnieje odgórne ograniczenie potrzebnej prędkości teoretycznego komputera symulującego nasz Wszechświat.
Mechanika kwantowa ze stałą Plancka i zasadą nieoznaczoności Heisenberga gwarantują, że nie zakopiemy się w nieskończoność w coraz dokładniejszych obliczeniach. Co więcej w pewnym momencie możemy po prostu wylosować nowy stan układu zgodnie z wyliczonym prawdopodobieństwem.
Ogólna teoria względności również przemawia za symulacją, to że czas płynie wolniej w pobliżu obiektów z dużą masą (zegar w dolinie chodzi wolniej niż na wysokiej górze, a najbardziej zwalnia w pobliżu czarnej dziury) można by tłumaczyć większą ilością potrzebnych obliczeń, gdy w pobliżu znajduje się więcej cząstek z masą wchodzących w oddziaływania. Nieeuklidesowa geometria powoduje natomiast, że świat nie jest przestrzennie nieskończony.
Fakt, że zbudowanie symulatora naszego Wszechświata jest chociażby teoretycznie możliwe, nie oznacza wcale, że byłoby to łatwe. Potrzeba by co najmniej tyle pamięci, ile jest cząstek elementarnych, co byłoby dość dużym pudełkiem, no chyba że w świecie w którym powstałby symulator stała Plancka miałaby znacząco mniejszą wartość lub nie byłaby ograniczeniem. Podobnie obliczenia trwałyby bardzo długo, no chyba że w świecie w którym powstałby symulator prędkość światła miałaby znacząco większą wartość lub nie byłaby ograniczeniem.
Czy jesteśmy w stanie rozstrzygnąć czy żyjemy w symulacji czy nie? Na pewno nie będzie to tak łatwe jak déjà vu w Matrix czy brak tekstur w odludnych miejscach 13 Piętra. Wydaje się to jednak teoretycznie możliwe, np. poprzez bardzo dokładne przyjrzenie się generatorowi liczb losowych napędzającemu mechanikę kwantową. Gdyby komputer, który symuluje nasz Wszechświat, był układem dyskretnym a nie idealnie analogowym, to wyliczane prawdopodobieństwa również miałyby charakter dyskretny a może nawet ich rozkłady byłyby tylko dyskretnymi przybliżeniami analogowych funkcji.
Czy fakt ewentualnej symulacji ma dla nas jakiekolwiek znaczenie? Jeśli pominiemy kwestie duszy, to nie ma większej różnicy, czy programy zawarte w naszych sieciach neuronowych działają na prywatnych maszynach białkowych, czy są wykonywane w jednym wielkim symulatorze, efekt byłby taki sam z dokładnością do izomorfizmu. Zbytnie przywiązanie do ciała nie ma również sensu z tego powodu, że tak naprawdę co pięć lat wszystkie atomy w naszym ciele ulegają wymianie. Jest jednak inne ryzyko, ktoś niestety może wyciągnąć wtyczkę z prądu, gdy symulacja
osiągnie lub nie swój założony cel. Celem takim nie musi być
pozyskiwanie energii jak w Matrix czy rozrywka jak w 13 Piętrze a np.
eksperyment naukowców mający coś powiedzieć o ich świecie.
Na przykład wyobraźmy sobie, że w społeczeństwie prawdziwego wszechświata nadal wartki jest spór pomiędzy kreacjonistami i ewolucjonistami i ktoś przygotował eksperyment pokazujący, że powstanie świadomości jest nie tylko prawdopodobne a niemalże nieuniknione. Warunki muszą być zbliżone, żeby można było przenieść wnioski, ale jednak trochę uproszczone, żeby było to wykonalne. Podobnie możemy wymyślić inne eksperymenty kosmologiczne: dla jakich wartości stałych fizycznych wytworzy się inteligentne życie / los wszechświata potoczy się w założony sposób / dowiemy się ile jest ciemnej materii albo problem optymalizacyjny, którego odpowiedzią będzie liczba cząstek w zadanym stanie a tylko przez przypadek powstało na nich życie.
niecodzienne spojrzenie, głębsze przemyślenie, faktów skojarzenie ze szczyptą humoru.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą fizyka. Pokaż wszystkie posty
poniedziałek, 28 listopada 2016
czwartek, 19 listopada 2015
The ultimate guide to life
"When
I was a little boy, my father told me to always listen to my heart.
When
I was a big boy, my father told me that only money counts.
The
wind blows and breaks the weak trees, the wind blows and pets the strong trees.
The most important thing is to be strong."
This
is a free translation of the "Kiedy byłem małym chłopcem" ("When
I was a little boy") song by the famous polish blues band Breakout. This
great piece really puzzles my children: which advice is the right one, why did
the father lie at some point? Let's take a closer look at all three advices
with a little help of physical and cognitive sciences, but we'll start in the
reverse order.
3. The most important thing is to be
strong
The
weak are meat the strong do eat. Being strong is a basic principle of life, we
were shaped by the evolution to maximize our chances of survival and
reproduction, otherwise we wouldn't be here. So that's it, the end of the song
presents the ultimate wisdom, which can also be applied to the companies or the
nations and help us mentally endure during the bad times.
Well,
not so fast, there are some catches. First of all being strong can lead to an
arms race, stifling the cooperation and possibly leading to a risky
confrontation, it also consumes an energy, which we'll examine later on.
Secondly it doesn't change our fate, which is death, so maybe the resistance is
futile. Even if we come up with a recipe for immortality, the stars will burn
out and the whole Universe will become cold and inhabitable, we can't win with an
entropy.
2. Only money counts
Money
makes the world go round. This saying depicts the role of the money in our
society, which is an equivalent of the energy in physics, nothing happens
without it. Connection between the money and the energy is more than symbolic,
because for example we need the money to buy a fuel or an electricity, and
without them all the present social structures would die, just like a living
creature without a food. So focusing on the money (or the energy in general)
seems like a very good advice.
Life
needs the energy to fight with the entropy, but the energy comes from the
outside world, making life a predator. Becoming stronger in order to grab more
energy creates an addiction to the higher energy needs, which can backfire when
the environment changes and the energy supply becomes short. That’s why the
nature doesn’t blindly seek for more, but rather reach some equilibrium and
minimize the energy consumption where possible.
1. Always listen to your heart
There
seems to be a more precious resource than the energy, which is our limited
time. We can spend the time to get more energy, but we can’t buy the time back.
Think about it for a while, you can even measure with a stopwatch what really
matters in your life. Here we reach our first advice, listen to your heart to
know what really matters. It may seem a bit cheesy or sentimental, but it has
another strong justification. Every second you process a huge amount of data
from your senses. Most of this information is discarded and the emotions filter
what gets attention, what gets analyzed and remembered, which is very efficient
and saves a lot of energy. We can even think of ourselves as the patterns of
neurons getting excited by the certain inputs.
Listening
to the emotions which provide the optimal default hints for our specie to
survive and reproduce in the Stone Age may not always be the best in the modern
times. Evolution never optimized us for a precise reception of the reality, we
get it as a side effect to a degree in which it helps us to survive and
reproduce at the minimal energy costs, keep this in mind and don’t treat your
world image too literally. Our genes didn’t have enough time to adapt to the
abundance of food, to the lack of most dangers, to the longer lifespan and to
the complexity of the modern world, instead our cognition is full of biases,
which make us vulnerable and are ruthlessly abused by the marketing folks. Of
course we can rely on the science for the better hints and practice Buddhist
like discipline to retain a better control of our emotional life, but it’s very
difficult as those things are so deeply wired in our brains.
Reading between the lines
After
analyzing all three advices we can see that none of them is perfect, they all
have the strong bases, but can fail us in the certain situations, they can also
produce either similar or contradictory hints. Father didn’t lie, things are
just more complicated. There are no golden rules and there can’t be, because it
all depends on both our abilities and the external conditions. What used to
work for some great person, probably won’t work for us, because we are
different and the world has already changed since then, otherwise everybody
would simply do it. Luck is an important ingredient of all great successes,
because the right abilities must meet the right conditions at the right moment,
the world may not be technologically or socially ready for your great start-up
or it can be already too late, because the competition is too fierce.
Fortunately we don’t have to depend on the luck, but should rather help it by
adapting to the changing environment conditions, which happens to be a
definition of an intelligence.
Intelligence
Even
a behavior of a simple creature fleeing from a danger and seeking the
opportunities is considered intelligent and our capacities are much bigger. We
can adjust our patterns of behavior, we can predict the changes instead of
being surprised by them, we can even change the environment to better suit us.
It may all sound so simple, but is actually the most difficult thing in the
world, life is the art of making choices. First difficulty comes from the fact
that we can even choose what we want to optimize. If you don’t believe in some
divine powers, then there are no objective values and the whole meaning is just
local and subjectively created by the individuals or the society. It’s even
worse, different people represent different values, which you have to take into
account when optimizing for your own values, and each person including you can
have a conflict among their values. Now let’s add the complexity of the
external world and we can imagine the scale of the problem. I really admire how
our simplified thinking often leads to the surprisingly good results, but
sometimes it fails miserably, in such cases we can only adapt again and again. There
is an interesting alternative definition of the intelligence, which is
maximizing your choice options. This may come at some cost, but in the long run
should allow for a better choice and avoid reaching a dead-end, where you’ll no
longer be able to adapt. This sounds familiar to the notion of freedom, but they
are not always the same.
Cooperation
Our
specie excels in a cooperation. We have defeated the Neanderthals by
outnumbering them, even though they were stronger and smarter, but the bigger
brain and more muscles required more energy and the same area of land could
feed a smaller group. Cooperation of similar yet diverse individuals have many
benefits: common problems get better solutions as more people work on them or
some specialize in them, resources are used more efficiently when they can be
shared, risk is minimized when people help each other. Contrary to the animals,
which only trust their own herd, we also trust the strangers and can form the
groups as big as the society, which can be compared to a meta-organism or a
human hive. So maybe the final advice should be to join or create the best
groups?
Being
a group member comes at the cost of freedom, but can actually increase your
choice options as the whole group has more possibilities. On the other hand
being an outcast requires you to be more self-sufficient rather than specialized
or managing, which can be beneficial when the whole group is in trouble.
Conclusion
My
advice for the children is to adapt using the available information and other advices
as the good hints. Don’t regret your choices, because they were the best what
you could come up with at the given moment, failure is simply a part of a trial
and error process, and if you don’t like the outcomes adapt again…
poniedziałek, 7 stycznia 2013
Przeminęło
Za nami kolejny arbitralny punkt kontinuum czaso-przestrzennego, masowa euforia i histeria na sylwestrze z Polsatem, okresowy przypływ wrażliwości, by znów spokojnie wrócić do normalności... a raczej codzienności.
czwartek, 3 stycznia 2013
Syzyf
Dzień dobry Entropio,
Dziś już na pewno zrobię porządek w swoim domu, życiu i głowie.
Nie wygląda to jednak dobrze, świat wciąż dorzuca mi swój chaos.
Moje małe zwycięstwo i tak przybliżyłoby Cię do wygrania wojny na innych frontach, więc jak zwykle Prokrastynacja ocali trochę niskiej entropii dla przyszłych pokoleń.
Jedyna nadzieja w cofnięciu czasu, bo na razie przegrywam 11874 do zera.
czwartek, 7 kwietnia 2011
Kij
...czyli krótka podróż po teorii poznania.
Dziecko: To jest kij.
Dziecko doświadcza kija swymi zmysłami (wzrokiem, dotykiem, nawet smakiem), dopóki nie nauczy się mówić. Nazwany kij przestaje być już taki interesujący.
Empiryzm: Uogólniając dotychczasowe doświadczenia stwierdzam, że to jest kij.
Postawa ta brzmi zdroworozsądkowo, jednak nie pozwala wyjść poza doświadczenie.
Racjonalizm: W wydedukowanym przeze mnie modelu rzeczywistości, to jest kij.
To jest postawa nowożytnej nauki, teoria względności została wydedukowana właśnie w ten sposób. Dobra teoria naukowa przynosi przewidywania wykraczające poza dotychczasowe doświadczenie. Teoria kwarków zasugerowała istnienie dodatkowych cząstek elementarnych, które później faktycznie zostały odnalezione, ale czy kwarki istnieją naprawdę?
Krytycyzm (Kant): Myślę, że widzę kij, ale nie da się sprawdzić czy on tam naprawdę jest.
Skoro nie da się sprawdzić, czy kwarki istnieją naprawdę, to po co o nich mówić. Wydajmy sądy tylko o tym czego jesteśmy pewni, czyli o swoim sposobie myślenia.
Fenomenologia (Husserl): Kij jest dany mojej świadomości.
Poprzednim razem posunęliśmy się chyba zbyt daleko, inne byty jednak naprawdę istnieją.
Heidegger: Ujawnia mi się część nieskończonego kija, który z mej perspektywy jest nicością.
Musimy sprecyzować, w jaki sposób kij jest dany naszej świadomości. Nasze skończone doświadczenia z definicji nie mogą ogarnąć nieskończonego kija, gdyż wtedy byłby on skończony, czyli nie istniał by.
Zen: Nie myśl o kiju, kija nie ma... (łup) ale możesz go doświadczyć tu i teraz.
Skoro nasze rozumowanie jest z definicji ograniczone i pełne błędów, więc po co myśleć. Zachowajmy pusty umysł i doświadczajmy rzeczy takimi, jakie są, jak małe dziecko.
Dziecko: To jest kij.
Dziecko doświadcza kija swymi zmysłami (wzrokiem, dotykiem, nawet smakiem), dopóki nie nauczy się mówić. Nazwany kij przestaje być już taki interesujący.
Empiryzm: Uogólniając dotychczasowe doświadczenia stwierdzam, że to jest kij.
Postawa ta brzmi zdroworozsądkowo, jednak nie pozwala wyjść poza doświadczenie.
Racjonalizm: W wydedukowanym przeze mnie modelu rzeczywistości, to jest kij.
To jest postawa nowożytnej nauki, teoria względności została wydedukowana właśnie w ten sposób. Dobra teoria naukowa przynosi przewidywania wykraczające poza dotychczasowe doświadczenie. Teoria kwarków zasugerowała istnienie dodatkowych cząstek elementarnych, które później faktycznie zostały odnalezione, ale czy kwarki istnieją naprawdę?
Krytycyzm (Kant): Myślę, że widzę kij, ale nie da się sprawdzić czy on tam naprawdę jest.
Skoro nie da się sprawdzić, czy kwarki istnieją naprawdę, to po co o nich mówić. Wydajmy sądy tylko o tym czego jesteśmy pewni, czyli o swoim sposobie myślenia.
Fenomenologia (Husserl): Kij jest dany mojej świadomości.
Poprzednim razem posunęliśmy się chyba zbyt daleko, inne byty jednak naprawdę istnieją.
Heidegger: Ujawnia mi się część nieskończonego kija, który z mej perspektywy jest nicością.
Musimy sprecyzować, w jaki sposób kij jest dany naszej świadomości. Nasze skończone doświadczenia z definicji nie mogą ogarnąć nieskończonego kija, gdyż wtedy byłby on skończony, czyli nie istniał by.
Zen: Nie myśl o kiju, kija nie ma... (łup) ale możesz go doświadczyć tu i teraz.
Skoro nasze rozumowanie jest z definicji ograniczone i pełne błędów, więc po co myśleć. Zachowajmy pusty umysł i doświadczajmy rzeczy takimi, jakie są, jak małe dziecko.
poniedziałek, 15 marca 2010
Przeznaczenie
Przeznaczenie pod nazwami Fortuna (Tyche), Fatum, Ananke, Mojry (Parki, Norny), Dola (u Słowian), los, konieczność, kismet, karma towarzyszy ludzkości od wieków. Jaka jest geneza tego memu[1] i na czym polega fenomen jego niesłabnącej popularności? Czy wiara w przeznaczenie ma jakieś racjonalne przesłanki?
Pojęcie przeznaczenia
Deterministyczna koncepcja przybierała w różnych kulturach różne odcienie. Wyroki losu są nieuchronne, nieznane, często niespodziewane, ale czasem udaje się przepowiedzieć przyszłość i niekiedy można próbować ją przebłagać lub odczarować. Przeznaczenie dotyczy w zasadzie konkretnej osoby, ale czasem może być odziedziczone po rodzicach. Los może być dobry, zły lub w gruncie rzeczy obojętny. Przeznaczenie często jest wyrazem woli bóstw lub np. narzędziem w rękach śmierci z popularnej serii amerykańskich filmów. Postawy ludzkie wobec nieuchronnej konieczności obejmują przesiąkniętą fatalizmem obojętność jak i pełne zaufania poddanie się jego woli. Przeznaczenie doskonale koegzystuje w ludzkiej świadomości np. z wiarą w Boga i w wolną wolę, które je niejako wykluczają. Aczkolwiek niektóre odłamy chrześcijaństwa wyznają wiarę w predestynację, zwalniając tym samym swych wyznawców z troski o własne zbawienie lub potępienie, które zostały już wcześniej przesądzone i na które nie mają oni wpływu, pozostawiając wolnej woli jedynie wpływ na kolej ziemskich losów.
Fakt, że koncepcja przeznaczenia pod różnymi nazwami i w różnych kolorytach występuje niemal we wszystkich kulturach, sugeruje, że kształtowała się ona niezależnie. Tym samym jej źródła muszą tkwić w naturze ludzkiej, a nie być np. wymysłem jednego poety. Szeroka akceptacja pojęcia wskazuje na powszechność odczuć postrzeganych jako manifestacja przeznaczenia. Wielu czytelników z pewnością doświadczyło nieodpartego uczucia, że „coś” ma się zaraz wydarzyć albo, że jakaś dziwna „siła” popycha ich wbrew logice w pewnym kierunku lub też, że z pozoru niezwiązane wydarzenia układają się w celowym porządku czy chociażby, że przypadkowo spotkana osoba zadziwiająco do nas pasuje.
Podsumowując, cechą wspólną wszystkich wyobrażeń przeznaczenia jest ograniczanie ram wolnej woli jednostki ludzkiej i kierowanie jej przyszłości w ustalonym kierunku. Czy istnieje zatem coś, co pasowałoby do tej definicji i jednocześnie tłumaczyło towarzyszące przeznaczeniu przeczucia?
Zasadność determinizmu
Pierwszym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest chociażby teoretyczna zasadność determinizmu. Czy jest w ogóle sens w niego wierzyć w świetle obecnej wiedzy?
Odkrycia fizyki dwudziestego wieku pokazują, że świat w swej naturze nie jest deterministyczny. Na poziomie cząstek elementarnych nie jest teoretycznie możliwe równoczesne określenie położenia i prędkości obiektu a jedynie prawdopodobieństwo jego znalezienia się w określonym miejscu. Nie uda nam się nic ustalić nawet na podstawie późniejszych wydarzeń, co przecina tym samym nić deterministycznego rozumowania.
Jak więc to możliwe, że obserwowany przez nas świat jest tak przewidywalny i że w ogóle może istnieć, choć zbudowany jest z takiego materiału? Weźmy na przykład elektron, znajduje się on gdzieś na swojej orbicie, jednak prawdopodobieństwo jego obecności poza nią jest w zasadzie zerowe. Fakt, że jest on równocześnie cząsteczką i falą czyni go nieprzewidywalnym, ale z drugiej strony ogranicza jego obecność do miejsc zależnych od długości jego fali. Ten porządek jest wystarczający do łączenia się cząstek w większe obiekty i możliwy do ogarnięcia przez umysł ludzki, dzięki czemu istnieje cała współczesna technika. Obiekty ze świata naszej skali podlegają tym samym prawom, jednak ich wielkość redukuje szanse np. przejścia przez ścianę do zera. Tym samym, choć w swej naturze niedeterministyczny, świat nasz jest dość przewidywalny.
Pomimo znajomości praw fizyki przewidywanie przyszłości napotyka na przeszkody, z jednej strony techniczne jak mnogość danych, które trzeba brać pod uwagę, a z drugiej strony fundamentalne jak teoria chaosu. Początkowa drobna niedokładność w określeniu stanu układu może bardzo szybko oderwać dalsze obliczenia od rzeczywistości np. dla prognoz pogody.
Podsumowując, nauka nie wyklucza wiary w determinizm, trzeba jednak pamiętać, że nie można mówić o konieczności a jedynie o bardzo wysokim prawdopodobieństwie.
Twoje geny są twoim przeznaczeniem
Geny determinują bardzo dużo: płeć, wygląd, temperament, zdolności, dziedziczone choroby oraz długość życia. Określają naszą skłonność do otyłości, podatność na używki, poziom agresji, orientację seksualną, siłę libido, szukanie ekscytacji lub unikanie urazów, nieśmiałość lub towarzyskość[2], a nawet wyznawane wartości i poglądy polityczne[3], ale czy mają one bardziej bezpośredni wpływ na bieg naszej egzystencji i czy można przypisać im cechy przeznaczenia i towarzyszące mu odczucia?
Rozdzielone w dzieciństwie bliźnięta jednojajowe wybierają tę samą drogę kariery, w tym samym czasie się usamodzielniają, mają identyczne gusta, a nawet dziwne nawyki, zaś adoptowane dzieci wychowujące się w jednej rodzinie nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Człowiek nie rodzi się pustą tablicą, a geny mają znacznie większy wpływ niż wychowanie, wykształcenie czy pozycja społeczna. Donioślejszą rolę od późniejszych doświadczeń ma odpowiednie stężenie pewnych substancji chemicznych w mózgu i przebycie określonych chorób. Gorąco polecam niesamowity wykład Stevena Pinkera (dostępne polskie napisy), autora książki „The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature” („Tabula rasa. Spory o naturę ludzką.”). Wychowania nie należy jednak zaniedbywać, powinno ono nauczyć dziecko miłości i pracy, co ułatwi mu szczęśliwe przejście przez życie.
Nieodparte uczucie, że „coś” ma się zaraz wydarzyć to impuls od genów przygotowujący nas do zaprogramowanego działania. Oczekuje on tylko na mającą go wyzwolić okoliczność, przy czym konkretna osoba czy idea nie jest w tym momencie aż tak istotna, wystarczy by była ona odpowiednia w danej chwili. Przykładowo znalezienie partnera w momencie, gdy człowiek jest na to gotowy jest tylko kwestią czasu, a rzeczywiste wymagania to podobieństwo do siebie i swoich rodziców. Ilość istotnych wyborów w życiu jest tak naprawdę niewielka, a wysyłane sygnały bardzo wyraźne jak w przypadku usamodzielniającego się nastolatka czy pragnącej dziecka kobiety.
Dziwna „siła” popychająca nas wbrew logice w pewnym kierunku to temperament zmagający się z wyuczonymi zasadami. Charakter jest w stanie tylko do pewnego stopnia tłumić instynktowne pragnienia i zachowania. W pełni świadome kontrolowanie życia jest mrzonką, przez większość czasu musimy zdać się na instynkt, gdyż utonęlibyśmy w natłoku informacji i błahych decyzji. Zgłębiając tajniki psychologii możemy wytrenować włączanie się „alarmowych lampek” by np. nie dać się manipulować specjalistom od marketingu i bardziej świadomie podejmować decyzje, niemniej w sytuacji dużego stresu i ograniczonego czasu ciężko o racjonalne wybory. Problem jeszcze bardziej komplikują hormony i środki odurzające. Zastrzyk adrenaliny w sytuacji zagrożenia przyspiesza wewnętrzny zegar człowieka jak np. LSD, dając mu więcej czasu na instynktowne działanie, z kolei marihuana i alkohol spowalniają go, ograniczając tym samym zdolności umysłowe. O wpływie testosteronu i estrogenów można by pisać długo, trafnie chyba jednak sprawę ujmuje powiedzenie, że miłość jest nieczuła na mądrości. Ciężko mówić o racjonalności wyboru pomiędzy szarmanckim zawadiaką a ciepłym misiem, jeśli silnie zależy on od dnia cyklu menstruacyjnego kobiety. Czy w takiej sytuacji powinniśmy być odpowiedzialni za nasze czyny, zwłaszcza, że np. drobne oszustwa i zdrady są zakodowane genetycznie, nie wspominając nawet o możliwych poważniejszych zaburzeniach? Z pragmatycznego powodu odpowiedź brzmi tak, gdyż wprowadza to dodatkowy realny czynnik podczas wyboru. O ile wizja kary jest często niewystarczająca, to zachowanie własnego dobrego wizerunku powstrzymuje większość ludzi przed przestępstwem[4]. Złoczyńcy również dbają o swój wewnętrzny obraz traktując innych jak frajerów, a dzięki racjonalizacjom, przenoszeniu decyzji na inną płaszczyznę rozumowania i ślepemu poddaniu się autorytetom lub grupie można popełnić każdą niegodziwość włącznie z holocaustem[5]. Świat abstrakcyjnych idei z biegiem historii redukuje ilość przemocy[6], ale z drugiej strony może w skrajnych przypadkach doprowadzić do okrucieństwa niespotykanego w świecie zwierząt.
Układanie się pozornie niezwiązanych wydarzeń w celowym porządku obserwujemy dzięki działającemu asocjacyjnie mózgowi, wszędzie doszukującemu się analogii. Spostrzeżenia „po fakcie” wybiórczo filtrują wydarzenia i często mogą być nadinterpretacją, co w groteskowy sposób pokazuje np. Gombrowicz w Kosmosie. Znacznie ciekawsze jest takie stałe przeświadczenie, które też opiera się na przeszłości, ale wybiega przewidywaniami w przyszłość. Poczucie spotykającego nas ciągle szczęścia albo wyjątkowego pecha może mieć źródło w naszych cechach indywidualnych jak spostrzegawczość lub jej brak, szybkość lub powolność, dobra lub słaba koordynacja ruchowa, sami możemy też wysyłać podprogowe sygnały innym, wywołując ich bardziej lub mniej korzystne zachowania, np. naszym roztrzepaniem przyciągać złodzieja. Z drugiej strony takie przeczucie może być samospełniającą się przepowiednią, osoba nastawiona na sukces wszędzie doszukuje się okazji, etatowy przegrany tylko unika porażek, co czyni go mniej efektywnym.
Nasze geny w gruncie rzeczy zawierają opis budowy maszyny i działający na niej program. Dane dostarczane do programu nie są od niego całkowicie zależne, ale dzięki mobilności ma on na nie ogromny wpływ. Zadziwiające pasowanie do nas przypadkowej osoby, nie jest aż tak przypadkowe. Miejsce kontaktu często leży w kręgu zainteresowań obojga. Łącznikiem mogą być również wspólni znajomi, których najczęściej dobieramy na nasze podobieństwo pod pewnym względem. Szanse spotkania w gruncie rzeczy są dość duże, gdyż świat jest mały. Nasi znajomi mają swoich znajomych, którzy mają następnych i przez sześć kolejnych osób jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego człowieka na Ziemi. Łącząc punkty reprezentujące osoby liniami, reprezentującymi relacje między nimi, możemy utworzyć graf socjometryczny. Znajdą się na nim gwiazdy socjometryczne, czyli osoby, do których biegnie wiele linii, dzięki którym efekt sześciu osób jest możliwy. Z drugiej strony pytając w paczce znajomych, „z kim chciałbyś spędzić sam na sam cały dzień” i rysując graf na podstawie odpowiedzi, zobaczymy łańcuszki i cykle osób spotykających się razem, ale nieprzepadających za sobą każda z każdą, będą gwiazdy socjometryczne i osamotnione osoby lub pary, co bardziej odpowiada głębokości ludzkich relacji. Na zmniejszenie się świata wpłynęła też możliwość swobodnego i szybkiego przemieszczania się oraz globalny dostęp do informacji. Z kolei w dawnych czasach ludzie mieli ograniczoną wiedzę, co zawężało ich wyobrażenie o świecie, czyniąc go możliwym do ogarnięcia.
Podsumowując, eksperymenty z rozdzielonymi bliźniętami jednojajowymi pokazują, że geny w dużym stopniu determinują nasze zdawałoby się wolne wybory. Spotykające nas wydarzenia (o ile nie są tragiczne) i wyuczone zasady wprowadzają pewien element losowości, jednak koniec końców nie mają szans z wbudowanym programem, zapisaną w genach przepowiednią.
Konkluzje
Pojęcie przeznaczenia nadal będzie funkcjonować z uwagi na jego atrakcyjność, choć nie ma przeszkód by je nazywać po imieniu. Może ono stanowić dobrą racjonalizację niepowodzeń, pomagać w poszukiwaniach sensu istnienia i ma spory potencjał literacki i filmowy.
Geny skazują nas na stanie się własnymi rodzicami i podjęcie życia tam, gdzie oni się zatrzymają, niemniej główny ich cel, czyli reprodukcja z teoretycznego punktu widzenia traci powoli na znaczeniu. Wszyscy posiadamy niemal identyczne DNA, a o całej różnorodności decyduje ułamek procenta genów. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta, cofając się w czasie chociażby do czasów biblijnych, teoretyczna liczba niespokrewnionych ze sobą przodków jednej osoby, przekracza liczbę osób mieszkających kiedykolwiek na Ziemi. Mówiąc w skrócie, wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni odpowiednią ilość pokoleń wstecz i nie chodzi tu wcale o afrykańskie początki całego gatunku ludzkiego, zwłaszcza w przypadku osób mieszkających na tym samym obszarze geograficznym.
Jak wypełnić swe przeznaczenie i najlepiej rozwinąć swe predyspozycje? Po pierwsze słuchać wewnętrznego głosu i mniej zwerbalizowanych przeczuć. Pomagać szczęściu będąc otwartym na świat i mając kontakt z szeroką gamą ludzi i idei, mogących wyzwolić tkwiący w nas potencjał. Nie poddawać się budzącym sprzeciw zakazom, gdyż i tak poniosą one ostatecznie klęskę lub tylko nas unieszczęśliwią. Nie przejmować się losowymi zdarzeniami, gdyż nie mają one większego znaczenia, jak w starej chińskiej opowieści „może to i dobrze, może i niedobrze”.
Jestem w stanie uwierzyć w głęboką intuicję niektórych wróżek, dzięki której mogą one odgadnąć losy człowieka, zwłaszcza stojącego na rozdrożu i szukającego u nich inspiracji. W niedalekiej przyszłości obejdziemy się jednak bez magii, dzięki dostępowi do precyzyjnych informacji zapisanych w naszych genach. Zaraz po narodzeniu lub nawet w łonie matki będzie można określić talenty i ułomności człowieka dużo dokładniej niż przy pomocy obecnych badań medycznych i testów psychologicznych. Z jednej strony pozwoli to lepiej kierować rozwojem jednostki, dobrać odpowiednią profilaktykę medyczną a z czasem również podmienić niechciane geny. Z drugiej strony będzie to źródłem wielu dylematów etycznych, np. posiadając informację o dużej agresji i sporych szansach wkroczenia na drogę przestępstwa lub o nieuleczalnej chorobie przyszłego potomka czy zdecydujemy się na aborcję z przyczyn genetycznych zakładając, że modyfikacja genów nie będzie jeszcze dostępna. Dbając o zdrowie z pewnością dożyjemy tych ciekawych czasów. Postęp w dziedzinie genetyki jest niesamowity, a edukacja i badania w tym kierunku staną się niedługo równie ważne jak obecnie posługiwanie się komputerem[7]. Już dziś dzięki malutkiej płytce można rozpoznać każdego wirusa znanego ludzkości włącznie z nowymi mutacjami[8]. Trwają też badania nad realizacją największego marzenia każdej istoty ludzkiej, czyli nad nieśmiertelnością[9]. Trzymajmy kciuki!
Przypisy:
[1] Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej. Memy powielają się poprzez naśladownictwo, w procesie ich replikacji działa dobór naturalny. Podlegają również mutacji.
[2] D. Hamer, P. Copeland, Geny a charakter
[3] http://www.ted.com/index.php/talks/jonathan_haidt_on_the_moral_mind.html
[4] http://www.ted.com/talks/dan_ariely_on_our_buggy_moral_code.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/philip_zimbardo_on_the_psychology_of_evil.html
[6] http://www.ted.com/index.php/talks/steven_pinker_on_the_myth_of_violence.html
[7] http://www.ted.com/index.php/talks/juan_enriquez_on_genomics_and_our_future.html
[8] http://www.ted.com/talks/joe_derisi_hunts_the_next_killer_virus.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/aubrey_de_grey_says_we_can_avoid_aging.html
Pojęcie przeznaczenia
Deterministyczna koncepcja przybierała w różnych kulturach różne odcienie. Wyroki losu są nieuchronne, nieznane, często niespodziewane, ale czasem udaje się przepowiedzieć przyszłość i niekiedy można próbować ją przebłagać lub odczarować. Przeznaczenie dotyczy w zasadzie konkretnej osoby, ale czasem może być odziedziczone po rodzicach. Los może być dobry, zły lub w gruncie rzeczy obojętny. Przeznaczenie często jest wyrazem woli bóstw lub np. narzędziem w rękach śmierci z popularnej serii amerykańskich filmów. Postawy ludzkie wobec nieuchronnej konieczności obejmują przesiąkniętą fatalizmem obojętność jak i pełne zaufania poddanie się jego woli. Przeznaczenie doskonale koegzystuje w ludzkiej świadomości np. z wiarą w Boga i w wolną wolę, które je niejako wykluczają. Aczkolwiek niektóre odłamy chrześcijaństwa wyznają wiarę w predestynację, zwalniając tym samym swych wyznawców z troski o własne zbawienie lub potępienie, które zostały już wcześniej przesądzone i na które nie mają oni wpływu, pozostawiając wolnej woli jedynie wpływ na kolej ziemskich losów.
Fakt, że koncepcja przeznaczenia pod różnymi nazwami i w różnych kolorytach występuje niemal we wszystkich kulturach, sugeruje, że kształtowała się ona niezależnie. Tym samym jej źródła muszą tkwić w naturze ludzkiej, a nie być np. wymysłem jednego poety. Szeroka akceptacja pojęcia wskazuje na powszechność odczuć postrzeganych jako manifestacja przeznaczenia. Wielu czytelników z pewnością doświadczyło nieodpartego uczucia, że „coś” ma się zaraz wydarzyć albo, że jakaś dziwna „siła” popycha ich wbrew logice w pewnym kierunku lub też, że z pozoru niezwiązane wydarzenia układają się w celowym porządku czy chociażby, że przypadkowo spotkana osoba zadziwiająco do nas pasuje.
Podsumowując, cechą wspólną wszystkich wyobrażeń przeznaczenia jest ograniczanie ram wolnej woli jednostki ludzkiej i kierowanie jej przyszłości w ustalonym kierunku. Czy istnieje zatem coś, co pasowałoby do tej definicji i jednocześnie tłumaczyło towarzyszące przeznaczeniu przeczucia?
Zasadność determinizmu
Pierwszym pytaniem, na które trzeba odpowiedzieć, jest chociażby teoretyczna zasadność determinizmu. Czy jest w ogóle sens w niego wierzyć w świetle obecnej wiedzy?
Odkrycia fizyki dwudziestego wieku pokazują, że świat w swej naturze nie jest deterministyczny. Na poziomie cząstek elementarnych nie jest teoretycznie możliwe równoczesne określenie położenia i prędkości obiektu a jedynie prawdopodobieństwo jego znalezienia się w określonym miejscu. Nie uda nam się nic ustalić nawet na podstawie późniejszych wydarzeń, co przecina tym samym nić deterministycznego rozumowania.
Jak więc to możliwe, że obserwowany przez nas świat jest tak przewidywalny i że w ogóle może istnieć, choć zbudowany jest z takiego materiału? Weźmy na przykład elektron, znajduje się on gdzieś na swojej orbicie, jednak prawdopodobieństwo jego obecności poza nią jest w zasadzie zerowe. Fakt, że jest on równocześnie cząsteczką i falą czyni go nieprzewidywalnym, ale z drugiej strony ogranicza jego obecność do miejsc zależnych od długości jego fali. Ten porządek jest wystarczający do łączenia się cząstek w większe obiekty i możliwy do ogarnięcia przez umysł ludzki, dzięki czemu istnieje cała współczesna technika. Obiekty ze świata naszej skali podlegają tym samym prawom, jednak ich wielkość redukuje szanse np. przejścia przez ścianę do zera. Tym samym, choć w swej naturze niedeterministyczny, świat nasz jest dość przewidywalny.
Pomimo znajomości praw fizyki przewidywanie przyszłości napotyka na przeszkody, z jednej strony techniczne jak mnogość danych, które trzeba brać pod uwagę, a z drugiej strony fundamentalne jak teoria chaosu. Początkowa drobna niedokładność w określeniu stanu układu może bardzo szybko oderwać dalsze obliczenia od rzeczywistości np. dla prognoz pogody.
Podsumowując, nauka nie wyklucza wiary w determinizm, trzeba jednak pamiętać, że nie można mówić o konieczności a jedynie o bardzo wysokim prawdopodobieństwie.
Twoje geny są twoim przeznaczeniem
Geny determinują bardzo dużo: płeć, wygląd, temperament, zdolności, dziedziczone choroby oraz długość życia. Określają naszą skłonność do otyłości, podatność na używki, poziom agresji, orientację seksualną, siłę libido, szukanie ekscytacji lub unikanie urazów, nieśmiałość lub towarzyskość[2], a nawet wyznawane wartości i poglądy polityczne[3], ale czy mają one bardziej bezpośredni wpływ na bieg naszej egzystencji i czy można przypisać im cechy przeznaczenia i towarzyszące mu odczucia?
Rozdzielone w dzieciństwie bliźnięta jednojajowe wybierają tę samą drogę kariery, w tym samym czasie się usamodzielniają, mają identyczne gusta, a nawet dziwne nawyki, zaś adoptowane dzieci wychowujące się w jednej rodzinie nie mają ze sobą niemal nic wspólnego. Człowiek nie rodzi się pustą tablicą, a geny mają znacznie większy wpływ niż wychowanie, wykształcenie czy pozycja społeczna. Donioślejszą rolę od późniejszych doświadczeń ma odpowiednie stężenie pewnych substancji chemicznych w mózgu i przebycie określonych chorób. Gorąco polecam niesamowity wykład Stevena Pinkera (dostępne polskie napisy), autora książki „The Blank Slate: The Modern Denial of Human Nature” („Tabula rasa. Spory o naturę ludzką.”). Wychowania nie należy jednak zaniedbywać, powinno ono nauczyć dziecko miłości i pracy, co ułatwi mu szczęśliwe przejście przez życie.
Nieodparte uczucie, że „coś” ma się zaraz wydarzyć to impuls od genów przygotowujący nas do zaprogramowanego działania. Oczekuje on tylko na mającą go wyzwolić okoliczność, przy czym konkretna osoba czy idea nie jest w tym momencie aż tak istotna, wystarczy by była ona odpowiednia w danej chwili. Przykładowo znalezienie partnera w momencie, gdy człowiek jest na to gotowy jest tylko kwestią czasu, a rzeczywiste wymagania to podobieństwo do siebie i swoich rodziców. Ilość istotnych wyborów w życiu jest tak naprawdę niewielka, a wysyłane sygnały bardzo wyraźne jak w przypadku usamodzielniającego się nastolatka czy pragnącej dziecka kobiety.
Dziwna „siła” popychająca nas wbrew logice w pewnym kierunku to temperament zmagający się z wyuczonymi zasadami. Charakter jest w stanie tylko do pewnego stopnia tłumić instynktowne pragnienia i zachowania. W pełni świadome kontrolowanie życia jest mrzonką, przez większość czasu musimy zdać się na instynkt, gdyż utonęlibyśmy w natłoku informacji i błahych decyzji. Zgłębiając tajniki psychologii możemy wytrenować włączanie się „alarmowych lampek” by np. nie dać się manipulować specjalistom od marketingu i bardziej świadomie podejmować decyzje, niemniej w sytuacji dużego stresu i ograniczonego czasu ciężko o racjonalne wybory. Problem jeszcze bardziej komplikują hormony i środki odurzające. Zastrzyk adrenaliny w sytuacji zagrożenia przyspiesza wewnętrzny zegar człowieka jak np. LSD, dając mu więcej czasu na instynktowne działanie, z kolei marihuana i alkohol spowalniają go, ograniczając tym samym zdolności umysłowe. O wpływie testosteronu i estrogenów można by pisać długo, trafnie chyba jednak sprawę ujmuje powiedzenie, że miłość jest nieczuła na mądrości. Ciężko mówić o racjonalności wyboru pomiędzy szarmanckim zawadiaką a ciepłym misiem, jeśli silnie zależy on od dnia cyklu menstruacyjnego kobiety. Czy w takiej sytuacji powinniśmy być odpowiedzialni za nasze czyny, zwłaszcza, że np. drobne oszustwa i zdrady są zakodowane genetycznie, nie wspominając nawet o możliwych poważniejszych zaburzeniach? Z pragmatycznego powodu odpowiedź brzmi tak, gdyż wprowadza to dodatkowy realny czynnik podczas wyboru. O ile wizja kary jest często niewystarczająca, to zachowanie własnego dobrego wizerunku powstrzymuje większość ludzi przed przestępstwem[4]. Złoczyńcy również dbają o swój wewnętrzny obraz traktując innych jak frajerów, a dzięki racjonalizacjom, przenoszeniu decyzji na inną płaszczyznę rozumowania i ślepemu poddaniu się autorytetom lub grupie można popełnić każdą niegodziwość włącznie z holocaustem[5]. Świat abstrakcyjnych idei z biegiem historii redukuje ilość przemocy[6], ale z drugiej strony może w skrajnych przypadkach doprowadzić do okrucieństwa niespotykanego w świecie zwierząt.
Układanie się pozornie niezwiązanych wydarzeń w celowym porządku obserwujemy dzięki działającemu asocjacyjnie mózgowi, wszędzie doszukującemu się analogii. Spostrzeżenia „po fakcie” wybiórczo filtrują wydarzenia i często mogą być nadinterpretacją, co w groteskowy sposób pokazuje np. Gombrowicz w Kosmosie. Znacznie ciekawsze jest takie stałe przeświadczenie, które też opiera się na przeszłości, ale wybiega przewidywaniami w przyszłość. Poczucie spotykającego nas ciągle szczęścia albo wyjątkowego pecha może mieć źródło w naszych cechach indywidualnych jak spostrzegawczość lub jej brak, szybkość lub powolność, dobra lub słaba koordynacja ruchowa, sami możemy też wysyłać podprogowe sygnały innym, wywołując ich bardziej lub mniej korzystne zachowania, np. naszym roztrzepaniem przyciągać złodzieja. Z drugiej strony takie przeczucie może być samospełniającą się przepowiednią, osoba nastawiona na sukces wszędzie doszukuje się okazji, etatowy przegrany tylko unika porażek, co czyni go mniej efektywnym.
Nasze geny w gruncie rzeczy zawierają opis budowy maszyny i działający na niej program. Dane dostarczane do programu nie są od niego całkowicie zależne, ale dzięki mobilności ma on na nie ogromny wpływ. Zadziwiające pasowanie do nas przypadkowej osoby, nie jest aż tak przypadkowe. Miejsce kontaktu często leży w kręgu zainteresowań obojga. Łącznikiem mogą być również wspólni znajomi, których najczęściej dobieramy na nasze podobieństwo pod pewnym względem. Szanse spotkania w gruncie rzeczy są dość duże, gdyż świat jest mały. Nasi znajomi mają swoich znajomych, którzy mają następnych i przez sześć kolejnych osób jesteśmy w stanie dotrzeć do każdego człowieka na Ziemi. Łącząc punkty reprezentujące osoby liniami, reprezentującymi relacje między nimi, możemy utworzyć graf socjometryczny. Znajdą się na nim gwiazdy socjometryczne, czyli osoby, do których biegnie wiele linii, dzięki którym efekt sześciu osób jest możliwy. Z drugiej strony pytając w paczce znajomych, „z kim chciałbyś spędzić sam na sam cały dzień” i rysując graf na podstawie odpowiedzi, zobaczymy łańcuszki i cykle osób spotykających się razem, ale nieprzepadających za sobą każda z każdą, będą gwiazdy socjometryczne i osamotnione osoby lub pary, co bardziej odpowiada głębokości ludzkich relacji. Na zmniejszenie się świata wpłynęła też możliwość swobodnego i szybkiego przemieszczania się oraz globalny dostęp do informacji. Z kolei w dawnych czasach ludzie mieli ograniczoną wiedzę, co zawężało ich wyobrażenie o świecie, czyniąc go możliwym do ogarnięcia.
Podsumowując, eksperymenty z rozdzielonymi bliźniętami jednojajowymi pokazują, że geny w dużym stopniu determinują nasze zdawałoby się wolne wybory. Spotykające nas wydarzenia (o ile nie są tragiczne) i wyuczone zasady wprowadzają pewien element losowości, jednak koniec końców nie mają szans z wbudowanym programem, zapisaną w genach przepowiednią.
Konkluzje
Pojęcie przeznaczenia nadal będzie funkcjonować z uwagi na jego atrakcyjność, choć nie ma przeszkód by je nazywać po imieniu. Może ono stanowić dobrą racjonalizację niepowodzeń, pomagać w poszukiwaniach sensu istnienia i ma spory potencjał literacki i filmowy.
Geny skazują nas na stanie się własnymi rodzicami i podjęcie życia tam, gdzie oni się zatrzymają, niemniej główny ich cel, czyli reprodukcja z teoretycznego punktu widzenia traci powoli na znaczeniu. Wszyscy posiadamy niemal identyczne DNA, a o całej różnorodności decyduje ułamek procenta genów. Przyczyna takiego stanu rzeczy jest dość prosta, cofając się w czasie chociażby do czasów biblijnych, teoretyczna liczba niespokrewnionych ze sobą przodków jednej osoby, przekracza liczbę osób mieszkających kiedykolwiek na Ziemi. Mówiąc w skrócie, wszyscy jesteśmy ze sobą spokrewnieni odpowiednią ilość pokoleń wstecz i nie chodzi tu wcale o afrykańskie początki całego gatunku ludzkiego, zwłaszcza w przypadku osób mieszkających na tym samym obszarze geograficznym.
Jak wypełnić swe przeznaczenie i najlepiej rozwinąć swe predyspozycje? Po pierwsze słuchać wewnętrznego głosu i mniej zwerbalizowanych przeczuć. Pomagać szczęściu będąc otwartym na świat i mając kontakt z szeroką gamą ludzi i idei, mogących wyzwolić tkwiący w nas potencjał. Nie poddawać się budzącym sprzeciw zakazom, gdyż i tak poniosą one ostatecznie klęskę lub tylko nas unieszczęśliwią. Nie przejmować się losowymi zdarzeniami, gdyż nie mają one większego znaczenia, jak w starej chińskiej opowieści „może to i dobrze, może i niedobrze”.
Jestem w stanie uwierzyć w głęboką intuicję niektórych wróżek, dzięki której mogą one odgadnąć losy człowieka, zwłaszcza stojącego na rozdrożu i szukającego u nich inspiracji. W niedalekiej przyszłości obejdziemy się jednak bez magii, dzięki dostępowi do precyzyjnych informacji zapisanych w naszych genach. Zaraz po narodzeniu lub nawet w łonie matki będzie można określić talenty i ułomności człowieka dużo dokładniej niż przy pomocy obecnych badań medycznych i testów psychologicznych. Z jednej strony pozwoli to lepiej kierować rozwojem jednostki, dobrać odpowiednią profilaktykę medyczną a z czasem również podmienić niechciane geny. Z drugiej strony będzie to źródłem wielu dylematów etycznych, np. posiadając informację o dużej agresji i sporych szansach wkroczenia na drogę przestępstwa lub o nieuleczalnej chorobie przyszłego potomka czy zdecydujemy się na aborcję z przyczyn genetycznych zakładając, że modyfikacja genów nie będzie jeszcze dostępna. Dbając o zdrowie z pewnością dożyjemy tych ciekawych czasów. Postęp w dziedzinie genetyki jest niesamowity, a edukacja i badania w tym kierunku staną się niedługo równie ważne jak obecnie posługiwanie się komputerem[7]. Już dziś dzięki malutkiej płytce można rozpoznać każdego wirusa znanego ludzkości włącznie z nowymi mutacjami[8]. Trwają też badania nad realizacją największego marzenia każdej istoty ludzkiej, czyli nad nieśmiertelnością[9]. Trzymajmy kciuki!
Przypisy:
[1] Mem jest autonomiczną strukturą neuronalną w mózgu, będącą nośnikiem informacji kulturowej. Memy powielają się poprzez naśladownictwo, w procesie ich replikacji działa dobór naturalny. Podlegają również mutacji.
[2] D. Hamer, P. Copeland, Geny a charakter
[3] http://www.ted.com/index.php/talks/jonathan_haidt_on_the_moral_mind.html
[4] http://www.ted.com/talks/dan_ariely_on_our_buggy_moral_code.html
[5] http://www.ted.com/index.php/talks/philip_zimbardo_on_the_psychology_of_evil.html
[6] http://www.ted.com/index.php/talks/steven_pinker_on_the_myth_of_violence.html
[7] http://www.ted.com/index.php/talks/juan_enriquez_on_genomics_and_our_future.html
[8] http://www.ted.com/talks/joe_derisi_hunts_the_next_killer_virus.html
[9] http://www.ted.com/index.php/talks/aubrey_de_grey_says_we_can_avoid_aging.html
sobota, 6 września 2008
Jaka pogoda będzie w wakacje?
Czyli krótko o teorii chaosu.
Dlaczego, pomimo ciągłego rozwoju nauk przyrodniczych i wzrostu mocy obliczeniowej komputerów, wciąż nie potrafimy przewidywać huraganów czy chociażby nie ma prognoz pogody na najbliższy rok, by optymalnie zaplanować sobie urlop lub plony w rolnictwie? Czemu synoptycy niechętnie podają prognozy długoterminowe, a ich trafność porównywalna jest z tymi od Bacy z reumatyzmem?
Wszystkiemu winien jest chaos deterministyczny, potocznie nazywany też efektem motyla, którego trzepot skrzydeł w Ohio po kilku dniach powoduje burzę piaskową w Teksasie. Czy zatem powinniśmy wytruć wszystkie motyle, by zapobiec przyszłym klęskom żywiołowym? W okół teorii chaosu narosło wiele mitów i legend, podsycanych przez hollywoodzkie produkcje z tajemniczymi geniuszami matematycznymi w rolach głównych. Na przykład w Parku Jurajskim Ian Malcolm dzięki teorii chaosu przewiduje mającą nastąpić katastrofę!?
Trudność w przewidywaniu pogody lub zmian klimatu nie leży wcale w złożoności obliczeniowej stosowanych algorytmów czy ogromnej ilości przetwarzanych danych, na to pomogłoby stosowanie rozwiązań przybliżonych lub poczekanie na szybsze komputery. Natura problemu jest bardziej złożona, istnieje pewna grupa układów, których zachowania nie jesteśmy w stanie przewidzieć w dłuższym czasie, znając poprawne równania je opisujące. Brzmi to dość tajemniczo, znamy teorię, ale nie jesteśmy w stanie jej praktycznie wykorzystać? Otóż to, do równań opisujących zachowanie układu w czasie trzeba wstawić wartości początkowe, te z kolei, jeśli pochodzą z otaczającej nas rzeczywistości, obarczone są błędem pomiaru (nie wspominam już nawet o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga). Drobny błąd w danych początkowych z czasem wykładniczo rozrasta się do dowolnego zachowania układu, stąd porównanie do motyla i burzy. Daje to złudzenie losowego zachowania deterministycznego modelu, skąd z kolei nazwa teoria chaosu. Odkrycia tego dokonał Edward Lorenz, przypadkowo zaokrąglając pośrednie wyniki symulacji zjawisk pogodowych.
Może to lepiej, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie poznać z dużym wyprzedzeniem, życie stało by się wtedy takie nudne i trzeba by znaleźć inny dyżurny temat konwersacji niż pogoda.
Dlaczego, pomimo ciągłego rozwoju nauk przyrodniczych i wzrostu mocy obliczeniowej komputerów, wciąż nie potrafimy przewidywać huraganów czy chociażby nie ma prognoz pogody na najbliższy rok, by optymalnie zaplanować sobie urlop lub plony w rolnictwie? Czemu synoptycy niechętnie podają prognozy długoterminowe, a ich trafność porównywalna jest z tymi od Bacy z reumatyzmem?
Wszystkiemu winien jest chaos deterministyczny, potocznie nazywany też efektem motyla, którego trzepot skrzydeł w Ohio po kilku dniach powoduje burzę piaskową w Teksasie. Czy zatem powinniśmy wytruć wszystkie motyle, by zapobiec przyszłym klęskom żywiołowym? W okół teorii chaosu narosło wiele mitów i legend, podsycanych przez hollywoodzkie produkcje z tajemniczymi geniuszami matematycznymi w rolach głównych. Na przykład w Parku Jurajskim Ian Malcolm dzięki teorii chaosu przewiduje mającą nastąpić katastrofę!?
Trudność w przewidywaniu pogody lub zmian klimatu nie leży wcale w złożoności obliczeniowej stosowanych algorytmów czy ogromnej ilości przetwarzanych danych, na to pomogłoby stosowanie rozwiązań przybliżonych lub poczekanie na szybsze komputery. Natura problemu jest bardziej złożona, istnieje pewna grupa układów, których zachowania nie jesteśmy w stanie przewidzieć w dłuższym czasie, znając poprawne równania je opisujące. Brzmi to dość tajemniczo, znamy teorię, ale nie jesteśmy w stanie jej praktycznie wykorzystać? Otóż to, do równań opisujących zachowanie układu w czasie trzeba wstawić wartości początkowe, te z kolei, jeśli pochodzą z otaczającej nas rzeczywistości, obarczone są błędem pomiaru (nie wspominam już nawet o zasadzie nieoznaczoności Heisenberga). Drobny błąd w danych początkowych z czasem wykładniczo rozrasta się do dowolnego zachowania układu, stąd porównanie do motyla i burzy. Daje to złudzenie losowego zachowania deterministycznego modelu, skąd z kolei nazwa teoria chaosu. Odkrycia tego dokonał Edward Lorenz, przypadkowo zaokrąglając pośrednie wyniki symulacji zjawisk pogodowych.
Może to lepiej, że pewnych rzeczy nie jesteśmy w stanie poznać z dużym wyprzedzeniem, życie stało by się wtedy takie nudne i trzeba by znaleźć inny dyżurny temat konwersacji niż pogoda.
piątek, 27 czerwca 2008
Nic nie jest takie, jakim się wydaje
Naturalne dążenie dziecka do poznania zasad kierujących światem na wyższym poziomie przyjmuje postać fizyki. Świat, który obserwujemy na co dzień, choć zbudowany z cząstek elementarnych jest zbyt duży by obserwować zjawiska wynikające z mechaniki kwantowej. Z drugiej strony, pomimo że jesteśmy fragmentem całego kosmosu, nie ujrzymy efektów teorii względności. W codziennym życiu wystarczy nam uproszczenie, jakim jest fizyka klasyczna, ale gdyby tak kilka wielkości fizycznych miało inną wartość…
Załóżmy, że prędkość światła zmalała z 300 000 km/s do 100 km/h. Żaden pojazd nie mógłby przekroczyć tej szybkości, zatem podróże trwałyby dłużej. Osoba dużo przemieszczająca się jak np. komiwojażer w pewnym momencie byłaby młodsza niż jej wiodąca stateczne życie wnuczka! Inny czas wskazywałyby zegary u ludzi żyjących na szczycie i u podnóża tej samej góry. Dla każdego oczywiste byłoby, że długość życia jest zbliżona, ale w jego układzie odniesienia jednym osobom czas płynie szybciej a drugim wolniej, w zależności od prędkości, z jakimi się poruszają i pod wpływem jakich pól grawitacyjnych się znajdują. Czas przestałby być postrzegany jako stale, jednostajnie upływający i każdy wiedziałby, że jedyną pewną rzeczą jest prędkość światła. W naszych warunkach wszystkie te efekty są pomijalnie małe, ale uproszczony sposób myślenia dalece mija się z prawdą.
Jeszcze ciekawsze zjawiska można by obserwować przy większej o wiele rzędów wielkości stałej Plancka. Przezabawnie musiałby wyglądać mecz piłki nożnej, podczas którego piłkarze mieliby problemy z ustaleniem położenia i prędkości piłki. Codziennym zdarzeniem byłoby samoczynne przeskakiwanie obiektów przez ściany i każdy nauczyłby się nic nie mówić o rzeczach, o których nic nie wie. Na szczęście w naszym świecie masy ciał są na tyle duże, że prawdopodobieństwo zajścia opisanych zjawisk jest nieporównywalnie mniejsze niż wygranej w totka, aczkolwiek nie niemożliwe.
Na zakończenie przyjrzyjmy się naszemu Wszechświatowi, powstał on ok. 13,73 mld lat temu w wyniku Wielkiego Wybuchu. Z czasem formowały się galaktyki, gwiazdy i planety, w tym nasza Ziemia. Ale co znajduje się na jego krańcu, na co natknąłby się lecący rakietą podróżnik gdyby starczyło mu życia? Końca nie ma, podobnie jak przy okrążaniu kuli ziemskiej wrócimy na początek, tylko tu musimy wyobrazić sobie jeszcze jeden wymiar przestrzeni. Wszechświat nie ma również środka, więc ci, którzy się czują jego pępkiem są w błędzie :). Ewolucja Wszechświata nie dobiegła wcale końca, wciąż rozszerza się on i stygnie, gwiazdy wypalają swoje paliwo a czarne dziury pochłaniają wszystko, co znajduje się w zasięgu ich pola grawitacyjnego. To co możemy obserwować na nocnym niebie w rzeczywistości wydarzyło się milenia temu, a tak długo zajęło światłu dotarcie z odległych zakątków kosmosu. Rzeczy, które są dalej, jeszcze nie widzimy, ale to tylko kwestia czasu :). Ogrom wszechświata powoduje, że nie uda nam się spotkać lub nawet skomunikować z kosmitami, jeśli takowi istnieją, o ile nowe odkrycia fizyków kolejny raz nie odmienią naszego sposobu postrzegania świata.
Zainteresowanym tematem polecam książkę "Pan Tompkins w Krainie Czarów" oraz film:
Załóżmy, że prędkość światła zmalała z 300 000 km/s do 100 km/h. Żaden pojazd nie mógłby przekroczyć tej szybkości, zatem podróże trwałyby dłużej. Osoba dużo przemieszczająca się jak np. komiwojażer w pewnym momencie byłaby młodsza niż jej wiodąca stateczne życie wnuczka! Inny czas wskazywałyby zegary u ludzi żyjących na szczycie i u podnóża tej samej góry. Dla każdego oczywiste byłoby, że długość życia jest zbliżona, ale w jego układzie odniesienia jednym osobom czas płynie szybciej a drugim wolniej, w zależności od prędkości, z jakimi się poruszają i pod wpływem jakich pól grawitacyjnych się znajdują. Czas przestałby być postrzegany jako stale, jednostajnie upływający i każdy wiedziałby, że jedyną pewną rzeczą jest prędkość światła. W naszych warunkach wszystkie te efekty są pomijalnie małe, ale uproszczony sposób myślenia dalece mija się z prawdą.
Jeszcze ciekawsze zjawiska można by obserwować przy większej o wiele rzędów wielkości stałej Plancka. Przezabawnie musiałby wyglądać mecz piłki nożnej, podczas którego piłkarze mieliby problemy z ustaleniem położenia i prędkości piłki. Codziennym zdarzeniem byłoby samoczynne przeskakiwanie obiektów przez ściany i każdy nauczyłby się nic nie mówić o rzeczach, o których nic nie wie. Na szczęście w naszym świecie masy ciał są na tyle duże, że prawdopodobieństwo zajścia opisanych zjawisk jest nieporównywalnie mniejsze niż wygranej w totka, aczkolwiek nie niemożliwe.
Na zakończenie przyjrzyjmy się naszemu Wszechświatowi, powstał on ok. 13,73 mld lat temu w wyniku Wielkiego Wybuchu. Z czasem formowały się galaktyki, gwiazdy i planety, w tym nasza Ziemia. Ale co znajduje się na jego krańcu, na co natknąłby się lecący rakietą podróżnik gdyby starczyło mu życia? Końca nie ma, podobnie jak przy okrążaniu kuli ziemskiej wrócimy na początek, tylko tu musimy wyobrazić sobie jeszcze jeden wymiar przestrzeni. Wszechświat nie ma również środka, więc ci, którzy się czują jego pępkiem są w błędzie :). Ewolucja Wszechświata nie dobiegła wcale końca, wciąż rozszerza się on i stygnie, gwiazdy wypalają swoje paliwo a czarne dziury pochłaniają wszystko, co znajduje się w zasięgu ich pola grawitacyjnego. To co możemy obserwować na nocnym niebie w rzeczywistości wydarzyło się milenia temu, a tak długo zajęło światłu dotarcie z odległych zakątków kosmosu. Rzeczy, które są dalej, jeszcze nie widzimy, ale to tylko kwestia czasu :). Ogrom wszechświata powoduje, że nie uda nam się spotkać lub nawet skomunikować z kosmitami, jeśli takowi istnieją, o ile nowe odkrycia fizyków kolejny raz nie odmienią naszego sposobu postrzegania świata.
Zainteresowanym tematem polecam książkę "Pan Tompkins w Krainie Czarów" oraz film:
Subskrybuj:
Posty (Atom)
